piątek, 20 czerwca 2014

'This hause no longer feels like home...'


Thomas Amadeus Cast

TOMMY
pokój 31
ur. 20 września 1998

Rok 2014
Mijasz go często. Przechodzi niezauważony. Przemyka się. Zbiega na dół, wychodzi tylnym wyjsciem. Biegnie w kierunku muru i hop, znika za nim. Taki mały, mierzący zaledwie 160 cm, chłoptaś właśnie jednym susem pokonał ogrodzenie? dokąd on tak pędzi? - zastanawia się. Czekasz. Wraca po godzinie. Ma na ramieniu torbę. Nie przypominasz sobie aby z nią wychodził. Zauważała cię. Podchodzi. Zdejmuje kaptur z głowy, który i tak jest mokry. Widzisz czarne włosy, bladą twarz, lekko zadarty nos z piegami. Orzechowe oczy patrzą na ciebie przenikliwie. Wargi rozchylają się w uśmiechu.

Chcesz coś kupić?


Rok 2013

To jest dziwna rozprawa. Sąd rodzinny często rozpatruje takie przypadki, ale ta sprawa jest wyjątkowa. Na ławie oskarżonych siedział William Cast, wysoki, dobrze zbudowany, złotowłosy mężczyzna o nieco nieobecnym spojrzeniu niebieskich oczu. wydawał sie być...taki pewny siebie. A przed barierką stał niewysoki, czarnowłosy chłopak, mający tylko 15 lat. Zeznawał przeciwko ojcu. To była rozprawa zamknięta, ze względu na jej brutalność. Bo to co opowiadało to...praktycznie dziecko...było okropne. Opowiadał jak był katowany przez ojca jako dziecko, kiedy jego zmarła niedawno z powodu matka była w podroży. Lucy Cast była pianistką, światowej sławy, często wyjeżdżała. A ojciec wtedy zamiast się opiekować synem, krzywdził go. Sędzia miał w aktach sprawy wyniki obdukcji. Chłopak był ciężko bity od długiego czasu. Gwałcony. Najgorsze było to, że Thomas niemalże płakał, trząsł się ze strachu. A jego ojciec w ogóle nie reagował. 

Zabiłeś swoją matkę. Zasłużyłeś na to.

Rok 2012

Młoda kobieta leży w białej, szpitalnej pościeli. Wydaje się być taka drobna i krucha na szpitalnym łóżku. Aparatura pika razem z jej sercem. To hospicjum. Ona już stad nie wyjdzie. Ma piękne, ciemne włosy i lśniące orzechowe oczy. Uśmiecha się do płaczącego syna. Bardzo go kocha i żałuje, ze zajęta karierą nie poświęciła mu dość czasu. Martwi się o niego. Znów ma siniaki. Ale tłumaczy, ze to jacyś chłopacy z okolicy, ze nic takiego. A ona chce mu wierzyć, ale czuję, ze Tommy kłamie. Pociesza go. Wie, ze umiera. Ma raka, a ich nie stać na leczenie, bo firma jej męża zbankrutowała, a on zaczął pić. Nawet do niej nie przyszedł. Ani razu jej nie odwiedził. Ale nie ma mu tego za złe. Patrzy na swoje ukochane dziecko. Zawsze była słaba. Ale uparła się aby go urodzić, wbrew wszystkiemu. Ledwo przeżyła i nigdy nie wróciła do zdrowia. A teraz...zasypiała. Patrzyła na niego i powoli odpływała. Nie usłyszała ciągłego pisku i krzyków syna, którego odciągali lekarze.

Mamo!

232 komentarze:

  1. [ To ja przywitam i zaproszę do siebie. Świetne masz to zdjęcie :) ]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja też się witam :) Postać mnie jakoś urzekła, więc męczę o wątek :D ]

    Anna

    OdpowiedzUsuń

  3. Włosy wpadały jej do oczu, gdy siedziała na ławce próbując czytać jedną z wielu części Ziemiomorza. Winny był temu ciepły, ale mimo wszystko porywisty wiatr, który porywał ze sobą całą burzę jej loków na wszystkie strony i podrzucał materiałem sukienki odsłaniając chude uda. Zrezygnowana zamknęła książkę z zamiarem powrotu do swojego pokoju, gdy do jej uszu dobiegł niezidentyfikowany dźwięk. Podniosła wzrok i ku swojemu zdziwieniu zauważając Thomasa, który przechodził przez ogrodzenie dzielnie dzierżąc w dłoni torbę. Odezwał się w jej stronę, więc wstała z ławki, przytrzymując dłońmi spódnicę i rumieniąc się na policzkach odparła „cześć”.
    - Co ty wyprawiasz?

    OdpowiedzUsuń
  4. Łokciem otworzyłam drzwi, pod pachą trzymając książkę, a w dwóch rękach talerzyk z kubeczkiem pełnym gorącej herbaty. Uderzył ją nieprzyjemny zapach palonego papierosa, od którego aż się skrzywiła. Nienawidziła ich. Popatrzyła po pokoju, ale nic nie widziała. Usadowiła się więc wygodnie i postawiła na podłodze filiżankę.
    - Gdzie jesteś? - spytała dopiero, gdy było jej wygodnie.
    Oczekując odpowiedzi otwarła na książkę na tej samej stronie, na której była zakładka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anna weszła niepewnie do stołówki. Dzisiaj wyjątkowo źle się czuła. Nie spała całą noc, koszmary nie pozwoliły jej zmrużyć oka. Siedziała, więc w kącie pokoju, patrząc na brzydki obraz zawieszony na ścianie pokoju nad biurkiem.
    Naciągnęła na drobne dłonie szary sweter i rozejrzała się. Utkwiła wzrok w młodym chłopaku, który siedział sam przy stoliku. Powoli ruszyła w stronę kucharki, która wręczyła jej miskę z płatkami zbożowymi i ciepłym mlekiem. Anna tylko i wyłącznie na śniadanie zjadała płatki; to był jej codzienny rytuał.
    Przez chwilę zastanawiała się czy powinna udać się na swoje miejsce - stolik wciśnięty w kącie - czy podejść do samotnego chłopaka i rozpocząć rozmowę. Zagryzła mocno dolną wargę, że po chwili poczuła metaliczny smak krwi. Wzięła szybko głęboki oddech i zbliżyła się do stolika.
    -Cześć. - przywitała się cicho. Można by powiedzieć, że Anna skurczyła się w sobie, zmalała. - Mogę się dosiąść ? - zapytała. Gdy chłopak długo nie odpowiadał, cofnęła się o krok. No cóż, próbowała być normalna. Próbowała zyskać jakiś przyjaciół, ale czy aspołeczni ludzie z nieśmiałością mogą mieć w ogóle znajomych ? Podbródek Anny zaczął drżeć.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  6. - Nie mam pieniędzy - odpowiedziała zgodnie z prawdą odsuwając się o krok. - I nie ma rzeczy, której bym potrzebowała - dodała. - No, chyba, że chowasz gdzieś zaginionego członka rodziny, który akurat się odnalazł i chce wynagrodzić lata w sierocińcu zabierając mnie na Karaiby i sponsorując wieczne wakacje - zażartowała. Nie był to jej najlepszy żart i poczuła się głupio zaraz po tym jak go powiedziała, ale było już za późno, żeby to cofnąć.

    OdpowiedzUsuń
  7. -Tak. - kiwnęła głową, a pasma włosów zasłoniły jej bladą twarz.
    Co jeśli chłopak ją wyśmieje, co jeśli każe jej spadać ? Przełknęła nieswojo ślinę. Nie pomyślała o tym wcześniej, dopiero teraz, stojąc przy stoliku, i trzymając miskę z płatkami, zdała sobie z tego sprawę. Uniosła powoli wzrok na twarz nieznajomego. Patrzył na nią inaczej niż inni; patrzył na nią z tym nikłym zainteresowaniem, zaintrygowaniem jej osobą.
    -Jestem Anna. - przedstawiła się. Oglądała dużo filmów, więc bazowała schematami gdy się wypowiadała. Gdy zaczęła mówić tak, jakby chciała i jakby mogła, to pewnie zaczęłaby paplać od rzeczy; o pogodzie, o wierszach, o poezji, o jej nastroszonych włosach i koszmarach. Nie chciała stać się w oczach chłopaka kolejną zestresowaną laską, która boi się własnego cienia.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  8. Jego uśmiech sprawił, że Anna odgarnęła z twarzy włosy i przyjrzała się uważnie zarysom ust chłopaka; kąciki jego ust unosiły się. Odwzajemniła gest; może trochę niekompetentnie, bo rzadko się uśmiechała, ale jednak.
    Powoli znów zbliżyła się do stolika, i usiadła na krześle. Położyła miskę na powierzchni i zacisnęła palce na łyżce. Co teraz ? Powinna milczeć, czy może się odezwać ? Nie chciała żeby ich rozmowa tak się kończyła. Miała okazję z kimś porozmawiać, więc wzięła się w garść.
    -Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam. - wymamrotała drżącym głosem. Szybko uniosła wzrok na twarz chłopaka by sprawdzić czy się jej przygląda, czy po prostu już ją zignorował. Z ulgą stwierdziła, że oboje mierzyli się wzrokiem.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  9. - Oj, no weź. Wiem, że tam jesteś. - mruknęłam wesoło, podnosząc wzrok znad książki. Wychlipałam trochę napoju, która była nadspodziewanie gorący i po chwili właśnie zapach herbaty słodzonej miodem rozniósł się po całym moim ciele. Uśmiechnęłam się i ponownie włożyłam zakładkę, kładąc książkę obok spodka i podnosząc się z siadu. Przyjrzałam się dokładniej wszechobecnym kartonom i zakurzonym przedmiotom. Znalazłam tu już przynajmniej trzy książki, skąd jedną właśnie czytałam - "Przeminęło z wiatrem". Chociaż była wyjątkowo stara, uwielbiałam posiadać egzemplarze na własność. Możliwość wrócenia do raz przeczytanych historii, bez potrzeby ponownego ich wypożyczania jest... bezcenne. Chciałam znaleźć i chłopaka, i coś godnego poczytania.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Skoro jest zaginiony jak mogę je znać? - odparła wzruszając ramionami. Guzik po guziku zaczęła zapinać luźny, wyciągnięty bury sweter.
    Uznała jego pytanie za odrobinę głupie i nie zrozumiała, że ciągnie żart, który ona zaczęła. Wyciągnęła rękawy swetra, palcami drapiąc nerwowo jego krawędzie.
    - Więc... Thomas - zaczęła, nie bardzo potrafiąc pociągnąć tę rozmowę w jakimś spójnym kierunku. - Co takiego przemycasz? - zapytała mając nadzieję, że to pociągnie temat.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogła zaprzeczyć, że gdy spojrzała w oczy chłopaka, zobaczyła dwie skrajne osobowości; żartowniś i melancholik, a może po prostu smutny młody człowiek z ciężkimi przeżyciami ? Zjadła trochę płatków.
    Po chwili zorientowała się z wyszukanego żartu Thomasa.
    -Myślę, że... - zaczęła. - Myślę, że powietrze nie ma nic przeciwko. Poza tym ono nie jest samotne, przecież tak wielu ludzi je kocha.
    Spuściła głowę. Może powiedziała zbyt dużo. Poczuła się strasznie głupio.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  12. -Nie jesz ? - zapytała wskazując na talerz chłopaka. Oswoiła się już z towarzystwem Thomasa, więc rozmowa nie była już takim wyzywaniem dla Anny. Chociaż dalej myślała nad tematami jakie mogłaby poruszyć. - Jesteś strasznie chudy. - dodała patrząc po jego sylwetce.
    Oczywiście zapomniała, że sama wygląda jak szkielet. że właściwie wszystkie ubrania na niej wiszą, i wygląda jak postrach dzieci, ale Anna wolała skupiać się na innych, nie na sobie.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  13. Dalej zawzięcie przeszukiwałam sterty... wszystkiego. Nagle coś przykuło moją uwagę - był to pluszowy króliczek, zupełnie identyczny jak ten, który dałam kiedyś Simonowi na urodziny. Był jasnożółty, z limonkową muszką. Pożerałam go wzrokiem tak długo, aż nie zdecydowałam się go wziąć, czyli mniej więcej pół minuty. Otrzepałam go z kurzu i starannie ustawiłam na książce - zrobiłam to raczej z czystego sentymentu, aniżeli z prawdziwej potrzeby posiadania przytulanki. Powróciłam do poszukiwań, wyjątkowo usatysfakcjonowana. Teraz moim celem było znalezienie palacza. Przyglądałam się po kolei wszystkiemu, aż nagle go ujrzałam. Wskazałam na niego tryumfująco palcem.
    - Wiedziałam, że gdzieś jesteś! To teraz powiesz mi, kim jesteś? - dodałam, patrząc na niego ze szczerą ciekawością.

    OdpowiedzUsuń
  14. -Sam też nie lubię jeść, ale śniadanie to podstawowy posiłek dnia. Tak bynajmniej mówiła mama. - powiedziała. Przypominając sobie wizerunek matki, wplątała palce jednej dłonie we włosy i ścisnęła mocno. Dokończyła płatki, i spojrzała niepewnie na twarz chłopaka. - Przepraszam. - dodała cicho.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  15. -Lubię pisać. - oznajmiła. Tak, Anna uwielbiała pisać. Zazwyczaj skupiała się na wątkach miłosnych, choć sama takowych uniesień nie przeżyła. Nigdy bowiem nikt nie zbliżył się do niej tak blisko, nikt z nią nie flirtował i nie wykazywał zainteresowania.
    -To mnie uspokaja. - dodała. Mimowolnie się uśmiechnęła. Tak szczerze, i dziecinnie. Przez chwilę wyglądała na naprawdę szczęśliwą osobę, ale potem szybko zeszła na ziemię. Jej uśmiech rozmył się.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzałam na niego, otępionego czymś, co raczej nie było papierosem.
    - Nie sądzisz, że powinniśmy... pójść z tym... z tobą do pracowników? - zaczęłam się jąkać, spoglądając na niego niepewnie.
    [Wybacz długość]

    OdpowiedzUsuń
  17. -Piszę wiersze. Zazwyczaj miłosne. - wyznała cicho. Przechyliła głowę w bok, patrząc zupełnie inaczej na chłopaka, dowiadując się, że robi coś innego niż zwykli ludzie. - Komponowanie ? To chyba ciekawe, prawda ?
    Zainteresowała się tym, więc zmrużyła lekko oczy, czekając na kolejną wypowiedź Thomasa.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  18. [No to chodź na wątek <3]

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  19. -Chciałabym to kiedyś zobaczyć. - stwierdziła. - Myślę, że to musi być fajne. - dodała, stukając lekko łyżką w brzeg miski.
    Zastanawiała się czy Thomas jest dobry w tym co robi.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  20. -Do teatru ? Nigdy tam nie byłam. - mruknęła. Była nieco zawiedziona, że nic nie wiedziała o muzyce klasycznej, o teatrze, bo wtedy mogłaby lepiej zrozumieć Thomasa. Poczuła się nieco skrępowana, pierwszy raz, ktoś tak po prostu oficjalnie proponuje jej wspólne wyjście.
    -Chętnie pójdę. - dodała szybko. - I znam Mozarta, znaczy się, znam jego muzykę.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  21. Została sama przy stole. Przez chwilę zastanawiała się nad sobą. Może powinna odmówić, i po prostu wyjść, nim zgodziła się na wycieczkę do teatru ? Z drugiej strony, miała nadzieję, że Thomas pokaże jej coś innego, coś niezwykłego i wartego uwagi. Podniosła się powoli.
    Była trochę przerażona tym wszystkim, ale cieszyła się, że wreszcie poznała kogoś z kim rozmawiała dłużej nić minutę. Tak bardzo się cieszyła! Idac do pokoju, uśmiechała się do siebie.

    [To co, opisuje ich wyjście do teatru ? Czy na tym koniec ?:D]

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  22. [A co tam, niech Anna ma trochę z życia xD ]

    Cały dzień Anna myślała nad rozmową z Thomasem. A kiedy popołudniu znalazła się w swoim pokoju, szybko się przebrała; przeczytała gdzieś, że do teatru ludzie ubierają się inaczej niż zwykle, więc włożyła na siebie czarny podkoszulek, i spódniczkę. Nie chciała przecież wyglądać jak rozczochraniec, miała wywrzeć dobre wrażenie na chłopaku.
    Ułożyła nawet swoje włosy, co prawda na oślep, ale zrobiła to. Gdy opuszczała pokój, wzięła głęboki oddech. Powoli ruszyła w stronę lokum Thomasa. Nieco się zawahała, przez chwilę nawet chciała zwrócić, ale nie, już nie może tego zrobić.
    Zapukała do drzwi.
    Była pewna obaw, i lęku. Miała nadzieję, że Thomas bezboleśnie przeprowadzi lekcję o teatrze i muzyce klasycznej; gdyby jednak coś się jej nie spodobało, najprawdopodobniej unikała by chłopaka jak ognia.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  23. -Cześć. - zmierzyła chłopaka wzrokiem. Wyglądał zwyczajnie, a mimo to dość oryginalnie. Oryginalnie - tylko to słowo pojawiło się w głowie Anny. Zawinęła kosmyk włosów za ucho. Cofnęła się o krok, gdy Thomas wyszedł na korytarz.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  24. Wzdrygnęłam się. On był... straszny. Chciałam zaprowadzić go do pracowników, ale to co mówił brzmiało całkiem sensownie, przynajmniej jak na stan jego świadomości. Najchętniej bym stamtąd uciekła, ale coś mi nie pozwalało. Po części strach, po części głupota zmieszana z ciekawością.
    - To... co w takim razie chcesz z tym zrobić? Bo chyba nie chcesz przesiedzieć całego dnia na haju, nie?
    Już nie traktowałam go zupełnie jak starszą osobę, bo i tak za wiele nie rozumiał.

    OdpowiedzUsuń
  25. Anna kiwnęła głową. Rozejrzała się po kulisach. Wykonała jeden pełen obrót wokół własnej osi, napawając się niezwykłym widokiem. Miała ochotę napisać wiesz, tak po prostu, opisać wszystkie swoje uczucia, ale nie miała tutaj swojego zeszytu. Zagryzła dolną wargę.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiedziała, że to ona nawaliła. Miała talent do nawalania i tyle. Nie zmieniało to jednak faktu, że mimo wszystko Tommy nadal był dla niej ważny i po prostu się o niego martwiła. Od paru dni już go nie widziała na korytarzach czy chociażby na stołówce, co było naprawdę niepokojące. Przecież... mieli pokoje zaraz koło siebie. Oczywiście, możliwe było, że unikał jej specjalnie, ale mimo wszystko wolała mieć pewność, że z Tommy'm wszystko jest w porządku.
    Zawahała się i przygryzła lekko dolną wargę, po czym zapukała do drzwi jego pokoju i weszła niepewnie do środka.
    - Tommy? Możemy pogadać? - zapytała cicho.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  27. Audrey często spędzała swój wolny czas na w ogrodzie. Świerze powietrze i w miarę ładna pogoda, sprawiały, że dziewczyna nie chciała wracać do budynku, więc kręciła się w różnych miejscach. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy usłyszała chrzęst żwirku dochodzący z niedaleka. Odwróciła się w tamtą stronę.
    – A co my tu robimy? – spytała krzyżując ręce na piersiach. Przyjrzała się chłopakowi i posłała mu spojrzenie pełne podejrzeń. Nie rozmawiała z innymi za często, ale dzisiaj miała akurat taki humor.
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  28. Westchnęła cicho, patrząc na niego smutno. Wiedziała, że odbudowanie ich relacji nie będzie łatwe, ale nie chciała… nie chciała, aby to wszystko, co było między nimi stało się teraz przyczyną smutku, bólu i nienawiści. Nie mogła do tego przywrócić, bo mimo wszystko spędzili mnóstwo cudownych chwil razem.
    – Chyba jednak mamy – oświadczyła stanowczo i zamknęła za sobą drzwi.
    Trinny ostatnimi czasu sporo się zmieniła. Nie była już wiecznie wystraszoną, zahukaną dziewczynką, ale raczej pewną siebie i stanowczą młodą kobietą, która lada chwila miała stać się w pełni samodzielna. Podeszła do niego powoli i oparła się ścianę koło okna, mimo wszystko zachowując pewien dystans.
    – Wiem, że… że cię zraniłam. I nie mam najmniejszego zamiaru się usprawiedliwiać. Ale, Tommy… nie możesz karać za to siebie. Wyglądasz jak wrak człowieka – powiedziała, patrzą mu uważnie w oczy, a przynajmniej się starając. – Jeżeli chcesz kogoś karać, to lepiej wyżywaj się na mnie, bo ja przynajmniej na to zasłużyłam – dodała.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  29. - Tommy, proszę… nie chcę być dla ciebie wrogiem. Owszem, zachowałam się strasznie, ale… myślałam, że… - urwała i przymknęła oczy. Chyba naprawdę zupełnie niepotrzebnie tu przyszła. Nie mogła mieć nadziei na to, że on jej wybaczy, choć ona wybaczała mu mnóstwo rzeczy. Po prostu… Tommy nie był nią. Nie był wyrozumiałą Trinny, która przejmowała się wszystkim oprócz siebie.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  30. - Tommy… on jest inny. Nie lepszy – odpowiedziała cicho, czując cholerne wyrzuty sumienia.
    To przez nie od dobrych paru dni nie mogła spokojnie spać, miała w nocy koszmary i dopadła ją chandra nie do pokonania. Nie cierpiała, gdy inni cierpieli z jej winy. Nie umiała się tym tak po prostu nie przejmować, choć próbowała. Wmawiała sobie, że Tommy szybciej pozbiera się po tym wszystkim, gdy nie będzie się wiecznie koło niego kręcić, ale nie umiała go tak po prostu pozostawić samego sobie. Zbyt dobrze go znała, aby aż tak ryzykować. Przecież… on w każdej chwili mógł zrobić coś naprawdę głupiego i wtedy to byłaby tylko i wyłącznie jej wina, bo nie było jej przy niej, gdy potrzebowała… kogokolwiek. Czuła w pewien sposób, że jest mu coś winna, że to właśnie ona jest za niego odpowiedzialna, a nie nikt inny.
    – Tylko pozwól mi sobie pomóc. Proszę, Tommy… nie mogę patrzeć, jak… jak przeze mnie cierpisz. Ja nigdy nie chciałam cię zranić. Przecież wiesz… - mamrotała cichutko, tracąc nagle całe zdecydowanie i pewność siebie.
    Znów była wystraszoną, niepewną Trinny, która tylko chciała pomóc wszystkim dookoła.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  31. - Tommy, ty wcale nie jesteś beznadziejny – wyszeptała cichutko i niepewnie złapała go za rękę.
    Pogłaskała go opuszkami palców po wierzchu dłoni.
    – To nie jest złudzenie. Naprawdę mi zależy, ale nie tak, jak ty byś tego chciał – wymamrotała cicho.
    Nie umiała tego wyjaśnić w żaden racjonalny sposób, ale w pewien sposób… po prostu wciąż go kochała. I naprawdę chciała, aby i jemu się w końcu jakoś ułożyło. Była gotowa mu w tym pomóc, jeśli tylko dałby jej szansę.
    – Miałam nadzieję, że… że się nie załamiesz, że mimo wszystko dasz radę sam. Poza tym… bałam się, że gdy będę blisko, to będzie tylko gorzej, choć każdego dnia chciałam przyjść – szeptała cicho, nadal głaszcząc go po dłoni.
    Skrzywiła się lekko na widok sinika. Czy on naprawdę już zdążył się wpakować w kolejne kłopoty?
    – Co ci się stało? – dodała cicho.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  32. - Przepraszam… - szepnęła tylko cicho, czując łzy napływające do oczy.
    Cofnęła spłoszona dłoń i wsunęła ją w ogromne kieszenie swetra, który miała na sobie mimo tego, że był ciepły, czerwcowy dzień. Zawahała się nieco, a potem wyszła szybko z jego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
    Uciekła do siebie. Zamknęła drzwi na klucz, pierwszy raz od dłuższego czasu ciesząc się z tego, że nie ma żadnego współlokatora, którego miałaby teraz na głowie. Chciała być sama. Tak po postu chciała zostać sama ze swoim cholernym poczuciem winy.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  33. [No jasne :) Pomysły masz jakieś?]

    Chris

    OdpowiedzUsuń
  34. To zupełnie ją zdołowało. To wszystko było jej cholerną winą. Zachowała się jak skończona egoistka, a najgorsze było to, że za jej błędy płacili inni. Była zagubiona, smutna, wystraszona i samotna tak jak nigdy wcześniej. Nie chciała tym wszystkim obarczać Chrisa, więc po prostu poinformowała go, że jest przeziębiona i parę najbliższych dni spędzi w sierocińcu. I faktycznie, spędziła. W towarzystwie żyletki, której wcześniej od naprawdę dawna nawet nie ruszała, bo nie czuła takiej potrzeby.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  35. Musiała być stanowcza. Owszem, mogła wszystko tylko pogorszyć, ale mogła też mu pomóc. Wybłagała lekarzy, aby ją do niego wpuścili. Zgodzili się niechętnie, ale mimo wszystko zaprowadzili ją do jego sali. Spojrzała na niego uważnie i uśmiechnęła się blado w geście powitania.
    – A teraz mnie posłuchaj, bo nie będę powtarzać. Nie jesteś pierwszym chłopakiem, któremu nie ułożyło się z dziewczyną, ale jakoś żaden inny nie ląduje przez to w szpitalu psychiatrycznym. Mogę ci pomóc cię pozbierać, jeśli będziesz tego chciał, a jak nie… to siedź sobie w wariatkowie i baw się dobrze. Beze mnie. Wybieraj – powiedziała, patrząc na niego wyczekująco.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Moja też :) Chociaż wolę tego książkowego Jona. :)
    Jakiś pomysł na wątek? Ja mogę zacząć :)]

    Anthony G.

    OdpowiedzUsuń
  37. Anthony pracował w sierocińcu dopiero od niedawna, jednak powoli zaczął rozpoznawać już poszczególnych podopiecznych. Jak to zwykle na początku bywało każdy z nich starał się zobaczyć na ile może sobie pozwolić w obecności pana psychologa, lecz bardzo szybko dochodzili oni do wniosku, że nie ma sensu z nim zadzierać, bo mimo, że sam mieszkał mieszkał kiedyś w bidulu to teraz trzymał się zasad i nie pozwalał na odstępstwa od normy.
    Żeby lepiej mu się pracowało, Tony opracował sobie terminarz, w którym poszczególnie podopieczni wpadali do jego gabinetu na rozmowę.
    Tego dnia, mężczyzna czekał na Thomasa, zastanawiając się, czego ciekawego się dziś dowie.
    Popijał spokojnie kawę, od czasu do czasu spoglądając na zegar wiszący na ścianie oraz uzupełniając ostatni raport z nocnego dyżuru.

    Anthony G.

    [Mam nadzieję, że może być. ]

    OdpowiedzUsuń
  38. Anna podeszła bliżej, nieco niepewnie, jakby mogła się czegoś przestraszyć. Patrzyła na zwinne palce chłopaka, które uderzały w klawisze. Na chwilę zatraciła się w melodii, ale tylko na chwilę, no bo przecież bardziej skupiła się na samym Thomasie, który stworzył niesamowitą aurę.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedy usłyszał odgłos zamykanych drzwi, podniósł wzrok zza czytanych papierów i spojrzał na chłopaka, który właśnie wszedł do gabinetu.
    Anthony uśmiechnął się do niego zachęcająco, po czym wskazał mu krzesło po drugiej stronie biurka. On sam rozsiadł się wygodnie na swoim własnym i wlepił zaciekawione spojrzenie w swojego podopiecznego. Tony doskonale jeszcze pamiętał, jak kilka lat temu sam siadał w gabinecie byłego psychologa i czekał na to aż ten się do niego odezwie.
    - Dzień dobry Thomasie - przywitał się z chłopakiem. - Co cię dziś do mnie sprowadza? - Zapytał.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  40. -Naprawdę mógłbyś mnie nauczyć grać ? - zapytała. Uśmiechnęła się lekko. Nigdy nie myślała nad tym by na czymś grać. Zawsze wolała trzymać się na uboczu, w końcu ludzie z wyjątkowymi umiejętnościami - jak na przykład talent muzyczny - są w centrum uwagi.
    Spojrzała badawczo na twarz Thomasa.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  41. Niepewnie opadała obok chłopaka. Zagryzła nerwowo dolną wargę. Zmarszczył brwi, i skupiła się tak mocno, jak tylko umiała. Chciała się czegoś nauczyć, spróbować czegoś innego.
    -Mam nadzieję, ze nie będziesz się ze mnie śmiał. - powiedziała cicho.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  42. Anna pojęła podstawy, w końcu nie była taka głupia. Potem tylko słuchała gry chłopaka, co był jeszcze bardziej ciekawsze. Thomas grał bowiem świetnie.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  43. Gdy zobaczyła łzy chłopaka, napięła wszystkie mięśnie. Nikt jeszcze przy niej nie płakał. Czuła się dziwnie. Drżącą dłonią starła kilka łez z policzka Thomasa. Gdy napotkała na sobie jego wzrok, uśmiechnęła się nieznacznie.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  44. [ a ja bardzo pięknie za tę propozycję podziękuję. :)
    to co? masz jakiś pomysł? ]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Najlepsze zdjęcie ever! xD]

    Rox za bardzo nie miała pojęcia co robić tego dnia. Siedzenie w pokoju, który swoje lata świetności ma już dawno za sobą w żaden sposób by nie umiliło jej czasu. A zawsze, kiedy nudzi się tej dziewczynie, idzie na strych bądź dach. Ale, że jak to przystało na Londyn, pogoda dzisiejszego dnia była niezbyt zachęcająca do wdychania tlenu, jej wybór padł na strych. Weszła do starego pomieszczenia. Kiedy znalazła się na miejscu usłyszała dziwne skrzypnięcie dochodzące z pobliskiego kąta. Gdyby była normlaną dziewczyną, od razu pomyślałaby, że to duchy, ale… no cóż, nie była, więc jak to przystało na magnes przyciągający kłopoty, udała się w tą stronę.
    - Jest tam ktoś? – spytała, idąc logiką wszystkich bohaterek z horrorów.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  46. [ zazdroszczę! :D ]

    Ostatnimi czasy spacerowanie było jej ulubionym zajęciem. Po sierocińcu rzecz jasna, bo pogoda (choć powinna!) nie dopisywała szczególnie. Albo deszcz albo zachmurzenie takiego stopnia, że aż nie chciało się wyściubiać nosa z budynku. Większość wychowanków też spędzała dzień w placówce. To było jej na rękę; od czasu do czasu podchodziła do kogoś i rozmawiała. W jakiś sposób zajmowała sobie czas.
    Coś stuknęło ją delikatnie w ramię. Aha, jakiś zmoknięty zagubiony chłopiec.
    -Nie ma sprawy. - wzruszyła ramionami. - Bardzo zimno czy da się przeżyć? - zagadnęła i wyjrzała przez najbliższe okno. Niby nie wyglądało tak źle, ale kto wie.

    [ cudownie, napisałam ci piękną odpowiedź, po czym wyłączył mi się komputer. smutne:( ]

    OdpowiedzUsuń
  47. No cóż, prawdę mówiąc spodziewała się konkretniejszej odpowiedzi. Odsunęła się od okna i oparła ręką o biodro. Spojrzała na niego spod przymrużonych oczu. Stała tak przez kilka dobrych sekund, zastanawiając się co teraz zrobić.
    -Non stop zimno?- zapytała raz jeszcze dla upewnienia. - W tej kuchni dostaniemy coś ciepłego pomiędzy posiłkami? Jakąś herbatę czy coś takiego? Jeszcze się nie obeznałam wśród tutejszych kucharek. - uśmiechnęła się delikatnie.- Jestem Rose. - wyciągnęła ku niemu dłoń, wcześniej podciągając rękaw swetra.

    OdpowiedzUsuń
  48. -Ha, pomysł słaby, wykonanie słabe. Tak bardzo chcesz mnie spławić, Tommy? - zaśmiała się i westchnęła.- W każdym razie miło mi Cię poznać. Masz właśnie do czynienia z wielbicielem jedzenia- poklepała się po schowanym pod swetrem brzuchu- No cóż, to może ja spróbuję coś od nich wyciągnąć...szkoda tylko, że sama!- pokręciła głową i skrzyżowała ręce na piersi. Zrobiła krok do tyłu, ale patrzyła wciąż na niego z cichą nadzieją, że może jednak zmieni zdanie, bo sama jednak zaczynała się nudzić.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Jasne, cała ja – odpowiedziała, z lekkim uśmiechem. Usiadła koło niego po turecku i sprawdziła, co chłopak trzyma w ręku. – Masz coś dla mnie gdzieś na boku? – spytała, z uśmiechem, który zwiastował kłopoty.
    Kochała tego człowieka. Zawsze coś miał, a ona zawsze była chętna, by to wziąć. To była taka przyjaźń, która zataczała koło. Ona potrzebowała go, a on jej.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  50. Uśmiechnęła się.
    - Czy mówiłam ci jak bardzo cię kocham? – spytała. Oczywiście wszystko to było w kontekście przyjaznym. Rox zazwyczaj o żadnych chłopakach nie myślała, jako o tych, w których może się zakochać. To się po prostu działo samo, ale bardzo, bardzo rzadko.
    Przejęła torebkę i od razu wzięła pierwszą tabletkę ekstazy. Po raz kolejny się uśmiechnął i przymknęła oczy, opierając o jedną ze skrzyń.
    - Dzięki – mruknęła niewyraźnie bardziej sama do siebie.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  51. -No dziękuję, w sumie jest całkiem niezła.- kiwnęła głową z uśmiechem, po czym się zaśmiała.- Nie narzekam, chociaż na Ciebie chętnie. Mogłabym Cię zjeść na śniadanie i to w porcji podwójnej.- klepnęła się ręką w policzek z udawanym przerażeniem, po czym wskoczyła na parapet okna i usadowiła na nim swoje szanowne pośladki.
    -Idź, idź, byle szybko!-powiedziała.- Naprawdę się dziś nudzę i nie wiem czy długo wytrzymam siedząc bezczynnie.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Mhm – mruknęła i spojrzała na niego. Oparła łokcie na kolanach, a na nich brodę i przyjrzała się jak przyjaciel zażywa. – A jak tam twoja depresja? – dodała i zaczęła się śmiać.
    Strych był jednym z tych miejsc, w którym działy się cuda. I to naprawdę. Tu przychodzili wszyscy ci, którzy chcieli robić nielegalne rzeczy. No, „nielegalne” w regulaminie. To była świątynia rozpustników, narkomanów, palaczy i alkoholików. A wychowankowie dalej milczą, jakby mieli klapki na oczach.
    Rox uśmiechnęła się po raz kolejny.
    - „Świątynia rozpustników”, fajna nawa, nie? – spytała się Tommyego.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  53. W czasie jego wędrówki zdążyła się już dobrze usadowić na parapecie, który w sumie nie był taki wygodny. Jednakże jej wystarczał, ot, to przecież prosta istota.
    -Oho, jakiś ty wesoły się nagle zrobił.- powiedziała, gdy go zobaczyła i zeskoczyła ze swojego siedziska. Otrzepała spodnie z niewidzialnego pyłku.- No to co robimy? Idziemy jeść czy pić czy co tam chcesz? Bo już sama nie wiem skoro ty tak bardzo boisz się kucharek.- włożyła kosmyk włosów za ucho i podeszła do niego bliżej. Zmarszczyła brwi. - Nosisz aparat? Wcześniej go nie zauważyłam. No cóż, do twarzy Ci z nim!- zaśmiała się.

    OdpowiedzUsuń
  54. [ znowu Ci ładnie odpowiedziałam, po czym wyłączyłam kartę...i nie pamiętam co napisałam, o ironio! musisz się zadowolić czymś takim:(
    i możemy popróbować! :D ]

    Dotknęła dłonią swoich ust, jakby sprawdzała czy jej uzębienie wygląda znośnie. Kiedy stwierdziła, że jest całkiem dobre, uśmiechnęła się.
    -Tego Ci życzę!- powiedziała i oparła się o najbliższą ścianę. - Naprawdę potrzebuję jakiegoś zajęcia. Ten sierociniec to jedna wielka kupa niczego. Nie mam pojęcia co Ci wszyscy ludzie tu robią, żeby nie zwariować. Chodzę tymi korytarzami dzień w dzień i nic nie przykuło jakoś szczególnie mojej uwagi, a może po prostu źle patrzę. - westchnęła, po czym spojrzała na niego, czując się źle, że mówi ciągle o sobie. - Nadal Ci zimno?

    OdpowiedzUsuń
  55. -Aha.- na słowo używki pokręciła głową i westchnęła.- Widzę, że w każdym sierocińcu jest to samo. Chyba pora się przyzwyczaić, że na każdym kroku mogę spotkać narkomana czy nałogowego palacza. Jakoś przez pewien czas wmawiałam sobie, że to tylko w moim byłym miejscu zamieszkania.- wzruszyła ramionami.
    Przeczesała ręką włosy do tyłu.
    -To chodźmy, coś czuję, że mój brzuch nie wytrzymałby ani minuty dłużej bez jedzenia. Tym bardziej jeśli wspominasz o czymś słodkim.- powiedziała. -Prowadź!

    OdpowiedzUsuń
  56. Ruszyła za nim spokojnym krokiem, teraz jednak uważnie rozglądając się czy nigdzie nie siedzi człowiek, który mógłby wyglądać jak narkoman. Nie zauważywszy jednak żywej duszy weszła za nim do kuchni i wzięła w dłoń łyżkę.
    -Chleb? Chleb do nutelli? Chyba jeszcze nie dorosłam do tego etapu, żeby jesć nutelle na chlebie. - pokręciła głową i stuknęła w słoik sztućcem. - Otwieraj, a nie gadasz!

    OdpowiedzUsuń
  57. - Nie karzę Ci się z tego cieszyć, bo to faktycznie powód do radości nie jest. Ja po prostu chcę, abyś przestał się zachowywać tak, jakby to zupełnie odbierało Ci możliwość dalszego, normalnego życia, bo... bo tak nie jest, Tommy. Możesz się pozbierać i ułożyć sobie wszystko na nowo, jeśli tylko będziesz tego chciał - powiedziała, kładąc dłonie na biodrach.
    Spojrzała mu uważnie w oczy, oczekując jakiejkolwiek racjonalnej odpowiedzi. Naprawdę chciała mu pomóc w jakikolwiek sposób. Czuła, że po prostu jest mu to winna i nie umiała nic na to poradzić.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  58. - Więc sugerujesz, że ja nigdy nic do Ciebie nie czułam? - zapytała zła. Mimo wszystko jego słowa w pewien sposób ją zabolały. Tommy coraz bardziej ją drażnił, a ona nie miała zamiaru już się z nim cackać jak z małym dzieckiem. Był niemal dorosły i uznała, że właśnie tak należy zacząć go traktować, bo inaczej on nigdy nie dorośnie. - Skoro tak, to ja naprawdę nie wiem, do cholery jasnej, dlaczego mi tak zależy. Mogłabym mieć Cię przecież w dupie. Jak myślisz, dlaczego tu jestem? Dla zabawy?!

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  59. - Dzwoniłam miliony raz i wysłałam miliardy sms'ów! - krzyknęła, tracąc nad sobą resztę kontroli.
    Mógł jej zarzucić wszystko, ale nie to, że przestała się nim interesować. Bo tak nie było nigdy.
    - To ty nie odebrałeś ani razu i nie odpisałeś nawet na jednego sms'a. To ty mnie zostawiłeś tutaj, nie mówiąc nawet słowa. Zniknąłeś na rok! Rok! Nawet nie wiedziałam, czy jeszcze żyjesz! - krzyknęła, czując łzy wściekłości napływające do oczu.
    Jej krzyki zwabiły personel. Od razu ją wyprowadzono, nie dając jej nawet możliwości powiedzenia Tommy'emu, że skoro tak stawia całą sprawę, to dla niej może siedzieć w tym pieprzonym wariatkowie do śmierci.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  60. Długo się wahała, czy w ogóle powinna na nowo się w to pakować, na nowo rozdrapywać rany, które nawet nie zdążyły się dobrze zagoić. Przez ten miesiąc nie było dnia, aby nie myślała o Tommy'm, ale ani razu się z nim skontaktowała. Dość jasno dał jej do zrozumienia, że tego nie chce. Mimo wszystko jednak poszła na strych. Weszła niepewnie do zakurzonego, dusznego przy takiej pogodzie pomieszczenia, z którym wiązało się tyle wspomnień. Z nikim nie spędziła tutaj tyle czasu, co z Tommy'm.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  61. - Hm? - mruknęłam zdziwiona, ale i znudzona rozmową, jakby... póltorastronną. Nie ukrywam, że bałam się odejść. Ten strych był niewielki, a niżej powinny być pokoje, ale... moja książka... i miś! Nie mogłam ich zostawić. Po prostu kontynuowałam:
    - A... co w tym niby takiego fajnego?
    Chrząknęłam, niepewna czy nadal mnie słucha. Spojrzałam w jego zamglone oczy i odruchowo się wzdrygnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  62. – Przecież nic nie mówię, więc nie musisz się tak denerwować, bo ci drucik w buzi pęknie – uśmiechnęła się i skrzyżowała ręce na piersiach. Spojrzała na chłopaka. Wiedziała kim był i co robił, tak samo jak wiedziała, że niebo jest niebieskie. Nie za bardzo ją to obchodziło.
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  63. Kiedy tylko wieczko uniosło się w górę, łyżka dziewczyny zanurkowała i wyłoniła się pełna po sam brzeg. Włożyła sobie sztuciec w policzek i usiadła na podłodze przy ścianie.

    -No to dalej, opowiadaj coś o sobie. Ja słucham uważnie, postaram się nie odlecieć.- zaczęła z pełną buzią.- Dlaczego tu jesteś, od kiedy, jak ci mija dzień i co tam jeszcze chcesz. I nabierz sobie jak najwięcej, nie żałuj!- powiedziała, przypominając sobie o jego kłopotach z jedzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Byłbyś wniebowzięty, nie? – spytała, odpowiadając mu takim samym uśmiechem. Wpatrzyła się dokładnie w jego czynności. Przez chwilę nic nie mówiła, jedynie obserwowała go. – Już cię, widzę jako jeden z najczęstszych klientów – dodała, ze złośliwym uśmieszkiem. Zamknęła oczy ciągle mając go na twarzy.

    Rox

    OdpowiedzUsuń
  65. - Oj tam, zostałeś do tego urodzony – powiedziała i się cicho zaśmiała. Najlepsze w tych żartach było dla Rox to, że mówiła głupoty poważnym tonem, a on nie brał ich na poważnie. Często ludzie wszystkie głupoty jakie wypowiadała w żartach, brali na poważnie i to z niej często robiła sukę albo najzwyklejszą patologię. – Co tam jeszcze u ciebie?

    Rox

    OdpowiedzUsuń
  66. Rox chwile mu się przyglądała, lekko niedowierzając.
    - Dobra, a tak na poważnie? – spytała, bardziej poważnie.
    I tu można poznawać prawdziwą ją. Wszystko prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. Ale Rox nauczyła się, że albo ludzie do tego przywykną i będą się z nią zadawać, albo niech się do niej nie zbliżają. Tę dziewczynę da się albo kochać albo nienawidzić. Nie ma nic pomiędzy.

    Rox

    OdpowiedzUsuń
  67. - Wiesz, Tommy, każdy powód do ćpania jest dobry – powiedziała pół żartem pół serio z uniesionym kciukiem w górę. – Nie ma co, mówię ci, związki to piekło. – No, to był jeden z wielu powodów dla których Rox się nie wiązała na stałe. – Szkoda życia na złamane serce, nie?

    Rox

    OdpowiedzUsuń
  68. - Daj spokój, jesteś dobrym chłopakiem. Ona nie wie, co traci. – Może tylko tak mówiła, bo dużo rzeczy ich łączyło i dlatego upierała się przy swoim zdaniu, bo bala się, że i ona skończy podobnie? – Nie myśl o tym za dużo, bo cię to zniszczy – powiedziała z spokojem godnym chirurga.

    Rox

    OdpowiedzUsuń
  69. - Mówię ci, Tommy, jesteś młody, masz przyjaciół. Nie można rozpamiętywać przyszłości. Kto wie, czy los ci kogoś o wiele lepszego nie przyśle? – spytała, unosząc ramiona w górę, a potem westchnęła opuszczając je. – Nigdy nie warto tracić nadziei, wiesz o tym?

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  70. Nie podeszła do niego. Stanęła w bezpiecznej odległości parę metrów od niego i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Przyglądała mu się uważnie przez krótką chwilę. – Dziękuję za babeczki – odpowiedziała krótko, nieco chłodnym tonem. Bała się okazać jakiekolwiek emocje. Przysięgała sobie, że już nigdy nie będzie przez niego płakać.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  71. Zawahała się. Tak, chciała zakopać topór wojenny i skończyć tą cholerną wojnę, która niszczyła i ją, i jego, ale z drugiej strony wiedziała, że wszelka przyjaźń czy pakty porozumienia w tym wypadku z góry są skazane na niepowodzenie. Zbyt wiele się wydarzyło między nimi, aby mogli tak po prostu wrócić do tego, co było kiedyś. Westchnęła cicho.
    - Nie wiem, Tommy, czy to ma w ogóle jakiekolwiek sens - powiedziała krótko.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  72. Westchnęła ciężko, patrząc na niego smutno. Wiedziała, że lepiej by wyszło im obu, gdyby skończyli tą znajomość raz na zawsze, bo ta raniła ich i niszczyła już od samego początku. Nie umiała jednak go nienawidzić, choć momentami naprawdę tego pragnęła. To by naprawdę oszczędziło jej wiele bólu. Usiadła koło niego i delikatnie dotknęła jego dłoni.
    - Ale... chyba powinniśmy chociaż spróbować - szepnęła cicho. - Nie chcę cię stracić, Tommy, chociaż momentami mam cię całkiem dość. Nadal mi na tobie zależy w jakiś dziwny, pokręcony sposób i ja nie mam na to wpływu. Po prostu... potrzebuję cię wbrew wszelkiej logice.
    Westchnęła cichutko i niepewnie położyła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy. Dałaby wszystko za to, aby naprawdę mogło być jak kiedyś, gdy tylko się przyjaźnili. To byłoby... cudowne.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  73. Uwielbiała to, że jej potrzebował. Od ponad roku Tommy był dla niej naprawdę silną motywacją, aby wstać. Nie potrzebował jej tylko dlatego, że ją kochał. Potrzebował jej, bo bez niej naprawdę nie umiał żyć. Była mu potrzebna. To sprawiało, że kochała go jeszcze bardziej i chciała mu zapewnić wszystko, co najlepsze. Zasłużył na to i... do tej pory nie umiała sobie wybaczyć tego, jak bardzo go skrzywdziła, wiążąc się z Chrisem. I czuła, że nigdy w pełni sobie tego nie wybaczy.
    - Nie zostawię cię, Tommy. Zawsze będę twoją przyjaciółką i możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji. Obiecuję - powiedziała cicho. - Tylko już nie płacz.
    Chwyciła ręką rąbek swojej białej koszulki i wytarła mu policzki od łez, po czym pocałowała go w czubek nosa z delikatnym, dobrotliwym uśmiechem. Do nikogo nie miała nigdy tyle cierpliwości jak dla niego. Tylko on wzbudzał w niej aż taką empatię.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  74. Poczuła straszne wyrzuty sumienia, które odmalowały się grymasem na jej bladej twarzyczce. Właśnie zdała sobie bowiem sprawę z tego, że ona naprawdę zrujnowała mu życie. Stracił przez nią tak wiele... a mimo wszystko nadal chciał się z nią przyjaźnić. Nie umiała go zrozumieć. Na jego miejscu po prostu by się znienawidziła.
    - Tommy... - szepnęła tylko cicho, nie wiedząc, co więcej mogłaby wydukać.
    Przytuliła go po prostu mocno, wtulając buzię w jego ciemne włosy. Chciała znów przeprosić, ale uznała, że to mogłoby tylko pogorszyć tą całą sytuację, a tego naprawdę nie chciała.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  75. I tak nie mogła poradzić nic na to, że czuła się strasznie podle, jakby przed momentem wymordowała całą watahę maleńkich szczeniaków. Popatrzyła mu w oczy. Znała go na tyle dobrze, że nie mógł jej oszukać nawet najlepszą grą aktorską, bo ona i tak wiedziała, co siedzi mu w głowie. - Ty też będziesz. Musisz tylko mocno tego chcieć.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  76. - Masz rację. Nie ma - pokiwała są głową. - Ale jest milion lepszy i ładniejszych, które zupełnie oszaleją na twoim punkcie i zrobią dla ciebie wszystkiego. Musisz tylko cierpliwe poczekać aż cię znajdą. Nie można mieć przecież wszystkiego od razu.
    Uśmiechnęła się do niego ciepło i poczochrała mu włosy w jakże uroczym, siostrzanym geście.

    Trinny

    OdpowiedzUsuń
  77. Tak naprawdę Roxanne nie potrafiła mu odpowiedzieć na żadne pytanie. I prawdopodobnie dlatego, że czuła się tak, jakby rozmawiała ze swoją podświadomością. Ona również nie miała nadziei, a dzięki jej wizjom lepszego świata nie przyjmowała tego do siebie.
    - Sama nie wiem – przyznała po chwili. – Ale też nie można stwierdzić, ze życie jest do dupy. No wiesz, tak całkiem.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  78. - Jak żadnego człowieka, co nie? Poza tym nagroda to pojęcie ogólne. Można się nagrać za wszystko, prawda? Za to, że się żyje, że jest się niedoskonałym, że nie akceptuje się swoich niedoskonałości – wymieniała po kolei. – Nie myślisz tak? – spytała. Naprawdę rozmowa dwóch ludzi na odlocie była fascynująca. To wtedy ma się ochotę pofilozofować na temat istnienia i życia człowieka.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  79. [Tommy z Chrisem się nie lubią, ale z Ozie może się zakumplują? C:]

    Ozie

    OdpowiedzUsuń
  80. [Jak dasz mi pomysł na to coś, to owszem <3]

    Ozie

    OdpowiedzUsuń
  81. [Ciężko mi ocenić, ale romans można zrobić jeśli chcesz :)
    Thomas taki słodziak sie wydaje jak sie patrzy na samo zdj ;P Tak analizując typowego romansu bym nie zrobiła, prędzej coś takiego pogmatwanego. Może ze strony Thomasa zauroczenie, a Misza dziwnym trafem nie potrafiłby odtrącić chłopaka, nie umiałby być sukinsynem przy nim. Starałby sie trzymać dystans, ale nie wychodziłoby mu to w ogóle]

    OdpowiedzUsuń
  82. Zrobienie postanowienia na ten tydzień to był najgłupszy pomysł jaki usłyszał od kogokolwiek, ale jednak o dziwo jakoś pomagał. Od poprzedniego poniedziałku ani razu nie wplątał się w bójkę. W końcu przestał pluć krwią, zwolnił z papierosami przez co nie wypalał pół paczki dziennie. Ograniczył się do trzech na dzien.
    Cholerne cuda sie zdarzają jednak.
    Wybierał sie akurat na papierosa, zastanawiał przy tym gdzie znajdzie miejsca w którym nie zmoknie. Głód nikotyny był za silny by zignorować go już.
    Pogrążony w myślach i w próbach opanowania chęci by zapalić, nie zauważył, że ktoś idzie na przeciw niego. Zderzył się z niższą osobą, więc spuścił wzrok w dół i popatrzył prosto na Thomasa.
    - Gdzie się włóczyłeś? - spytał z krzywym uśmiechem. Mógł być chłodny przy nim, ale nie umiał być wrogi. Niech szlag to trafi, ten chłopak dziwnie działał na niego.

    OdpowiedzUsuń
  83. Zlustrował go wzrokiem, spojrzenie dwukolorowych tęczówek zawsze było intensywne, ale teraz wręcz przeszywało.
    - Idź sie lepiej przebierz, drżysz - zbliżył sie jeszcze bardziej do niego. Zmierzwił mu włosy w dość przyjaznym geście.- i wybieraj sobie lepsze momenty na wypady do miasta, po cholera masz się rozchorować jeszcze? - dziwnie się czuł okazując zainteresowanie stanem kogoś innego. Zwykle interesowały go tylko dwie osoby z czego jedną był On sam.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Niby tak, ale to nie zmienia faktu, że musisz uważać.- mruknął. Złapał go za podbródek nagle i zmusił do uniesienia głowy.- Nie bierz nic - zabrzmiał chłodno i poważnie.
    Wiedział, że Thomas jest teraz w dośc nieciekawym stanie. To co sie wydarzyło przeszło echem po sierocińcu, jednak wszyscy po cichu szeptali między sobą i nawet doszlo to do Miszy.
    Puścił jego podbródek, zdając sobie sprawę, że za długo go trzyma.

    OdpowiedzUsuń
  85. Spochmurniał słysząc jego słowa.
    - Młody, ogarnij się - zszedł mu z drogi.- Idź sie przebierz - powtórzył i skierował sie do wyjścia. Przemókł dość mocno podczas wypadu na papierosa.
    Zrobiło mu sie paskudnie zimno.
    Poszedl do pokoju gdzie się przebrał zaraz, a później zszedł na dół do bawialni, która w większości była opanowana przez dzieciaki. Tutaj było zawsze najcieplej, więc i tutaj uciekał gdy było zimno.
    Po godzinie jednak zmienił miejsce, zaczął wpłóczyc się po sierocińcu.

    OdpowiedzUsuń
  86. Zmrużyła oczy, a brwi ściągnęła w dół.
    - Nie bardzo cię nie rozumiem – stwierdziła .Wolała nie wiedzieć, czy to przez to, że jej mózg myślał dwa razy wolniej niż zwykle, czy po prostu wizje świata Tommyego po heroinie były o wiele bardziej nie jaśniejsze niż zwykle. – O co ci chodzi?

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  87. Pokręcił się po sierocińcu i w końcu wylądował na schodach prowadzących na strych. Przez chwilę się wahał, zastanawiając czy iśc tam czy wrócić do pokoju i poczekać...chociaż na co?
    Poprawił skórzaną kurtkę, która skórzaną była jedynie z nazwy i pewnie nigdy nawet koło skóry nie leżała.
    Wszedł na samą górę, gdyby była ładniejsza pogoda wybrałby się na dach, ale teraz nie chciał dodatkowo zmoknąć.

    OdpowiedzUsuń
  88. Rox patrzyła się chwilę na niego, ale nic nie odpowiedziała. Sama miała całkowitą świadomość beznadziejności życia, ale… sama nie wiedziała, czy chciałaby sobie je odebrać. Nidy nie znała przyszłości, a może cos dobrego ją czekało w niej. Tak naprawdę nie znała za dobrze tak dokładnie świata poza sierocińcem, ale czuła, że to może być coś innego. I że czasem warto na to zaczekać… ale zawsze było prawdopodobieństwo, że to nic fajnego?
    - Dlaczego miałbym to zrobić?

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  89. Będąc już na górze, rozejrzał się. W ciągu chwili postanowił iść na dach, przemoknie ale trudno. Miał to nagle gdzieś, dopadł go dziwny dół, ruszył w kierunku schodów ukrytych za kartonami.
    Dotknął poręczy, akurat gdy dostrzegł postać wciśnięta w kąt. Odwrócił się wolno by zobaczyć kto to. Rozpoznał Thomasa od razu, usiadł powoli na jednym ze stopni schodów.
    Milczał, patrzył na niego chłodno, coraz bardziej beznamiętnie.

    OdpowiedzUsuń
  90. Nienawidził ćpunów, może dlatego, że kiedyś trafił na nich i do tej pory miał pewien uraz....niechęć do takich osób. Trzymał się na dystans do każdej takiej osoby, ale jednak to byl Thomas.
    Gwizdnął głośno na palcach.
    - Jeszcze coś ogarniasz, czy już przestałeś zauważać świat? - pochyla sie nieco i oparł łokcie na kolanach, nie spuszczał wzroku z Thomasa.

    OdpowiedzUsuń
  91. Oparł sie barkiem o szczebelki poręczy. Wyciagnął z kieszeni zapalniczkę po to by czymś zająć dłonie.
    - Twoje skupienie jest aż tak minimalne? Cudnie - krzywi się wyraźnie.
    Zmierzył go spojrzeniem, lubił go na pewnym poziomie, ale teraz czuł silną potrzebę zachowania dystansu do niego. Nie chciał się zbliżać nawet i miał nadzieje, że Thoms też tego nie zrobi.
    Spojrzał w górę na klapę prowadząca na dach. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  92. [Ekhem, mam rozumieć, że Tommy jest u niego już któryś z kolei raz, czy dopiero pierwszy? c:]
    Miał dość spokojny dzień, nikomu widać nie spieszyło się, by broić, a żaden z jego stałych gości nie zawitał w jego progi. Mógł się zająć wreszcie porządkowaniem wszystkich papierów, które miał w gabinecie. Było ich trochę, a on szczerze nie znosił całej tej papierologii, dlatego doprowadzanie jej do względnego ładu zazwyczaj zostawiał sobie na przełom miesięcy.
    I tak był gdzieś koło piętnastego, gdy usłyszał pukanie. Nie podniósł wzroku znad swoich papierów, krzyknął tylko krótkie "zapraszam!".

    Julien.

    OdpowiedzUsuń
  93. Przenosi na niego spojrzenie gdy słyszy jego prośbę. Milczy jednak. Obserwuje jednak nie odzywa się, słowa Thomasa wydają sie odbijać od niego. Nie docierać, po prostu nie chce by dotarły do niego.
    Pochylił głowę i przeczesał palcami wlosy, które i tak opadały mu nieco na oczy, odkąd zmókł.
    - Nie tłumacz się - mówi jedynie.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Nic - zaczął bawić się zapalniczką, skupił wzrok na ogniu, który pojawiał się i gasł. W końcu schował zapalniczkę do kieszeni i wstał.- Rób dalej co chcesz, nie obchodzi mnie to - skierował się do wyjścia ze strychu. Nie chciał nagle iść na dach, chciał wrócić do siebie i zmusić pewną osobę do skupienia swojej pieprzonej uwagi na nim.
    Od kilku dni był zmęczony dziwnie i nie miał pojęcia czemu. Stawał się spokojniejszy, brakowało mu arogancji i wrogości. Potrafił jedynie okazać zaskakujący chłód gdy ktoś drażnił go.

    OdpowiedzUsuń
  95. Stał oparty bezmyślnie o mur. Pierwszy raz miał nocną zmianę i musiał przyznać, że był bardzo ciekawy jak wygląda życie w sierocińcu od tej drugiej strony. Zapalił papierosa i czekał na rozwój akcji. Rozglądał się to w prawo, to w lewo widząc jak powoli życie na ulicy zamiera. Po chwili zauważył chłopca, który przeskoczył zwinnie przez mur z torbą przewieszoną przez ramię. Zauważył Art'a i zamarł w bezruchu.
    Nowy strażnik uśmiechnął się kącikiem ust i zaciągnął się dymem. Gdyby nie jego strój, który informował wszystkich o pełnionej przez niego funkcji, zapewne nie zwróciłby na niego zbytniej uwagi.
    Podszedł do niego wyciągając papierosa z ust.
    - Wybierasz się dokądś? - spytał wbijając wzrok w ciemne oczy młodego chłopca. Osoby w jego wieku raczej nie wybierały się poza mur.

    Art

    OdpowiedzUsuń
  96. Zatrzymał sie w połowie pomieszczenia gdy usłyszał, że chłopak go zawołał. Obejrzał się na niego.- co? - wsunął ręce do kieszeni spodni.
    Czekał na jego odpowiedź, czekał na cokolwiek chociaż nie powinien. Jedyne co powinien to wyjść stąd i odciąć się od otoczenia.
    Jeśli Thomas chciał kogoś kto go zaakceptuje to źle wbrał, tym bardziej na opiekuna wybrał złą osobę. Misza umiał zapanowac jedynie nad swoim życiem i swoimi sprawami, nie nadawał się na wsparcie dla kogoś.

    OdpowiedzUsuń
  97. Patrzył na niego, nie chciał się zbliżac do niego. Czuł dziwną niechęć na myśl o zbliżeniu się. Wahał się przez dłuższą chwilę.
    W końcu jednak zdecydował się, podszedł do niego i złapał go za ramię. Trzymał chłopaka by pewniej stał na nogach.
    - Nie będe pomagał ci wiecznie, znajdź kogoś lepszego do pomocy, ja się nie nadaję do tego i nie chcę nawet - miał własnego palanta, którego musiał pilnować by nie odwalał niczego głupiego.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Tommy, nie myślisz trzeźwo – zaczęła i głęboko westchnęła. – Może jak się nad tym zastanawiasz, to zauważysz, że głupoty wygadujesz.
    Wiedziała, że Tommy jest raczej wesołym, na ten swój ćpunowski i całkiem pokręcony sposób, ale nie miała pojęcia, że ta chwilowa depresja może go doprowadzić do takiego stanu i takich decyzji. Musiała mu to wybić z głowy, zanim on wbije do jej swoje racje.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  99. Misza domyślał się, widząc czasem jego zachowanei po prostu się orientował co jest.
    - Tommy, zrozum...ja nie mogę dać nic czego chcesz ode mnie. Jestem najgorszym wyborem, pojmij to - złapał go za podbródek by popatrzeć mu w oczy. Przesunął palcami po jego policzku.
    - Ja mogę pociągnąć Cię jedynie na dno, nie dam ci możliwości odbicia się - zabrał dłoń od jego twarzy i trzymał go by chłopak stał pewnie na nogach.

    OdpowiedzUsuń
  100. Czuła się jakby była w transie. Szła przed siebie, obracając w kieszeni bluzy żyletkę. Nie wiedziała, po co ją zabrała. Po prostu czuła, że musi mieć ją przy sobie, aby nie zwariować. Zatrzymywała się, co chwilę, zamykała oczy, wycofywała dłoń z kieszeni, a potem znów dotykała ostrych krawędzi żyletki i przyspieszała. Czuła się skołowana, zagubiona i zupełnie bezradna. Całe poczucie własnej wartości i stabilności nagle runęło. Oparła się o chłodną ścianę w jakiejś alejce i zamknęła oczy. Osunęła się po niej plecami na ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  101. - Uwierz mi, da się...można skończyć gorzej niż ty teraz - zacisnął mocniej dłonie na jego ramionach. Nie zamierzał się zwierzać chłopakowi w jakiej dupie sam był. Jak beznadziejnie jest z nim. To nie była nikogo sprawa, pewne rzeczy zostawiał tylko dla siebie i chuj do tego innym.
    - Tommy, nikt nic dla mnie nie znaczy...może z wyjatkiem jednej czy dwóch osób, nie ufam ludziom i nie chcę ufać. Nie chcialem nikogo przy sobie - starł łzy z jego policzków. Ma dość bycia miłym, traci cierpliwość bo nie lubi obserwować jak ktoś płacze.

    OdpowiedzUsuń
  102. Otworzyła oczy i wtedy go dostrzegła. Melancholia zniknęła jak ręką odjąć. Znów była tą Trinny, która zawsze myślała trzeźwo, nie traciła zimnej krwi i była gotowa w każdej chwili oddać życie, aby ratować najbliższych.
    - Tommy! - poklepała go po policzku jedną ręką, drugą jednocześnie wybierając numer na pogotowie. - Patrz na mnie, Tommy, patrz...
    Drżała z nerwów. A co jeśli zareagowała za późno?

    OdpowiedzUsuń
  103. - Jestem tu - szeptała cichutko przez łzy. - Proszę... nie zamykaj oczu. Jestem tutaj z tobą.
    Głaskała go po policzku jedną dłonią, drugą próbując jakoś zatamować krwawienie. Nie mogła pozwolić mu umrzeć. Wciąż ratowała mu życie i choć miała tego psychicznie dość, nie mogła zawieść. Nie mogła dać mu odejść. Nie po tym wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
  104. Pokręcił głową z wyraźnym grymasem gdy chłopak padł jak długi na ziemi. Przykucnął i wziął go na ręce, nie wiedząc co z nim zrobić zabrał go do pokoju.
    Położył chłopaka na swoim łóżku, a sam rozsiadł się na łóżku swojego chłopaka, ciesząc się w duchu, że nie ma go w pokoju bo znów doszło by do awantury.
    Wyciągnął się wygodnie, przytulił policzek do poduszki.
    Czekał aż tamten postanowi odzyskać przytomność.

    OdpowiedzUsuń
  105. Zdążyła. Znowu zdążyła. Znowu się udało.
    Kartka zabrała chłopaka. Trinny patrzyła za odjeżdżającym na sygnale pojazdem, drążąc na całym ciele jak osika. Ludzie mijali zapłakaną, rozczochraną i ubrudzoną krwią dziewczynę w pośpiechu, krzywiąc się na jej widok. Objęła się ramionami i pomału ruszyła do szpitala. Musiała się z nim zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  106. Trzymała książkę w jednej dłoni. Nie zwróciła nawet uwagi na tytuł. Pamiętała jednak dokładnie, gdzie stała w bibliotece i bez najmniejszego problemu umiałaby ją tam odstawić z zamkniętymi oczami. Pokonała schody prowadzące na strych. Chciała wdrapać się jeszcze wyżej, na dach, gdzie miałaby chwilę spokoju i zupełnej ciszy, gdzie mogłaby odpocząć i poczytać, nie przejmując się kimkolwiek. Otoczył ją kurz i zapach starości, od którego kręciło się jej w nosie. Zaczęła kichać, a książka wypadła jej z ręki i spadła z łoskotem na stare, drewniane deski.

    Sara

    OdpowiedzUsuń
  107. Nawet ktoś tak bardzo wycofany jak Simon wiedział, że w całym tym ponurym sierocińcu jest jeden dzieciak, któremu jak dotąd udało się załatwić dosłownie wszystko. Blondyn jak dotąd zawsze działał na własną rękę, jednak z czasem nawet jego źródła zaczynały gasnąć. Nie miał zamiaru dłużej znosić upokorzenia ze strony "trójki znajomych ćpunów", którzy co rusz wymyślali nowe formy odwdzięczenia się za działkę jakiegokolwiek narkotyku. Po długim namyśle Smith dość nieśmiało zapukał do drzwi pokoju Tomasha i wszedł do środka zaraz po usłyszanym zaproszeniu. Wiedział, że ze swoją "chorobą na tle nerwowym" nie da rady wdawać się w nim w dłuższe konwersacje, toteż odetchnął głęboko i wyrzucił, mówiąc prosto z mostu o tym czego oczekuje. - Ile bierzesz za kreskę amfy?

    Simon

    OdpowiedzUsuń
  108. Spała na małej kanapie w kącie sali skulona, w brudnych ubraniach, otulona byle jak kocem przez jakąś dobroduszną pielęgniarkę. Nie odstępowała go nawet na krok i nie poszła nawet się przebrać do sierocińca. Była w szpitalu cały czas. Schudła mocno, pobladła, pod jej oczami pojawiły się niezdrowe, fioletowe sińce... była znów tą silną, choć wyniszczoną i wiecznie żyjącą w strachu Trinny, którą była, gdy byli parą. Dziewczyną, która choć walczy, umiera z każdym dniem, aby odżyć rano i znów umrzeć wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
  109. Uniosła załzawione od długiego kichania oczy i dostrzegła go, siedzącego w kącie. Znieruchomiała, nie bardzo wiedząc, jak powinna się zachować. Miała ochotę po prostu uciec, ale gdyby on się zabił... miałaby go na sumieniu, prawda? Podeszła do niego powoli, jakby się bała, że zaraz na nią nakrzyczy lub, co gorsza, ją uderzy.
    - Nie rób tego - powiedziała cicho, wyjmując mu żyletkę z dłoni.
    Miała łagodny, bardzo miły i spokojny głos. Spojrzała na niego niepewnie.

    Sara

    OdpowiedzUsuń
  110. Widząc, że chłopak sie ocknął, podniósł sie by usiąść. Oparł sie plecami o ścianę i spoglądał na neigo.
    - Następnym razem pomyśl, zanim postanowisz odepchnąć mnie, a siebie samego przy tym znokautować - odezwał się, przerywając ciszę.
    Usiadł po turecku, oparł łokcie na kolanach nieco się przechylajac w jego stronę, chociaż i tak dzieliła ich spora odleglość praktycznie szerokości pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Jesteś idiotą, a nie masochistą - burknął, mrużąc nieco dwukolorowe oczy. Zaraz jednak westchnął cicho.
    Zamknął oczy opierajac glowę o ścianę.
    - Spróbuj następnym razem nie płakać i nie rzucać się, a było by miło - krzywi się odrobinę przy tym. Naprawdę nie znosił patrzeć na łzy kogokolwiek.
    Mogłaby być to całkiem obca osoba, a płacz i tak zmuszał go do reakcji lub w gorszych przypadkach odwrócenia wzroku i czekania na ciszę.

    OdpowiedzUsuń
  112. Przez dłuższą chwile nie odpowiadał mu bo nie wiedział jak sie odgryźć na słowo troska. W końcu poddał się. Wymiękał normalnie.
    - Jak ci nie pasuje to następnym razem zostawię cię lezącego bo co tam - wzrusza ramionami trochę rozdrażniony. Jak nic nie robi to źle, jak coś zrobi to też źle. Nie znosił za to właśnie wielu ludzi. Nie umiał sie dostosować do nich i dlatego przestawał probować, robił tak jak uważał. Jak było mu wygodniej i czasem działał niepoprawnie...nie moralnie.

    OdpowiedzUsuń
  113. Simon chwycił w dłonie mały woreczek z amfetaminą i pośpiesznie schował go do tylej kieszeni spodni, by chwilę później drżącymi dłońmi wyjąć zwinięte banknoty i odmierzyć wyznaczone 15 funtów. - Dzięki - powiedział i położył zapłatę na stojącym obok biurku. Już miał wychodzić, gdy jego wzrok dostrzegł czerwone strużki jakiejś cieczy, spływającej po parapecie. - To krew? - zapytał, wskazując gestem na gęstą plamę. - Jesteś ranny? - dodał, marszcząc czoło i wpatrując się w dzieciaka tym samym tępym spojrzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Nie dotknę cię, nie po to cie tu zabralem. Tak szczerze, nie mam pojęcia czemu cię tu zabrałem, to chyba był odruch - wzruszył ramionami.
    Nie raz działał odruchowo i popełniał błędy, teraz też może go popełnił...szczerze go to waliło w tej chwili.
    - Wiele osób mnie nie rozumie, przywykłem już bo sam siebie nieraz nie ogarniam - popatrzył na niego.

    OdpowiedzUsuń
  115. - Jeszcze zdążę się naćpać, spokojnie - mruknął, wciąż patrząc jak zahipnotyzowany w cieknącą z jego ręki krew. Simon nigdy na własne życzenie nie doprowadził się do takiego stanu: na jego nadgarstkach także widniały pamiątki po żyletce, jednak nigdy celowo nie zrobiłby sobie tego co ten dzieciak... - Ale najpierw zaprowadzę cię do pielęgniarki - dodał i wskazał gestem na drzwi od pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Widzisz, jednak można być bardziej nienormalnym od ciebie - uśmiecha się co jednak wygląda jak grymas.
    Patrzy na niego gdy chłopak wstanie, ale nie mówi nic dopuki nie pada pytanie.- nie mam, nei jestem ćpunem - odpowiedział mu poważnie.
    Mógł sięgnąć do każdej używki, ale nie po prochy.
    Od tego zawsze trzymał sie z daleka bo kiedyś napatrzył sie co to robi z ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Idziesz ze mną - warknął przez zaciśnięte zęby, walcząc z samym sobą, by jednak nie przystać na jego słowa i nie uciec. Ale przecież nie mógł zostawić go w takim stanie, by wykrwawił się na śmierć we własnym pokoju. Simon musiał na ten jeden krótki moment wciąć się w garść i postawić na swoim. - No już, wychodź! - ponaglił i podszedł bliżej, by zacisnąć dłonie na jego ramieniu i niemal na siłę popchnąć w stronę wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  118. - I mówisz to...chociaż bierzesz? Wyczuwasz tu chociaż cień logiki? - robi się nieprzyjemny, ale nei dba o to.
    Przygląda mu się, schodzi powoli z łóżka i kuca obok chłopaka.
    - Powinieneś coś zjeść, wyglądasz beznadziejnie - wiedział, ze zostanie zignorowany, albo usłyszy, że młody nie chce jeść. Szczerze nie zmaierzał go namawiać.
    Już wiedział, ze to nie ma najmniejszego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  119. Simon patrzył przez chwilę na tego zemdlonego dzieciaka i odetchnął głęboko, skupiając całą uwagę na tym co musiał zrobić. Tłumaczył sobie, że bez jego pomocy chłopak z pewnością się wykrwawi i nie mógł zakrywać się teraz jakimś błahym strachem. Blondyn podniósł go pionu i oparł na swoim ramieniu, by jakoś w ten sposób zataszczyć go do pielęgniarki. Nawet gdyby chciał go ponieść to wątpił czy da radę. W końcu sam był na skraju wyczerpania a taka czynność jednak wymagała użycia siły. Odetchnął głęboko dopiero po kilkunastu minutach, gdy siedział już w poczekalni, patrząc ukradkiem na poczynania pomocy medycznej.

    OdpowiedzUsuń
  120. - Żeby znaleźć Wielkie Być Może - odpowiedziała cicho, odkładając żyletkę na bok. - Bo nigdy nie wiesz, co stanie się za parę chwil. Nie jesteś ciekaw, co się czeka? Mnie zżera ciekawość, co będzie za parę lat i dlatego nadal żyję.
    Miała łagodny, bardzo ciepły uśmiech dobrej wróżki i emanowała dziwnie kojącą, uspokajającą energią. Była bardzo ładna i delikatna, ale przy tym mimo wszystko dość stanowcza.

    OdpowiedzUsuń
  121. Nie obudziła się. Była zmęczona i zupełnie rozbita psychicznie, a jedyne ukojenie przynosił jej sen. Kanapa natomiast była całkiem wygodne i mimo wszystko dawało się na niej wygodnie spać. Po paru nieprzespanych nocach, potrzebowała chociaż chwili takiego odpoczynku. To jej dobrze robiło, choć nie można powiedzieć, aby to był spokojny sen.

    OdpowiedzUsuń
  122. - A co jeśli właśnie nie tak? To, że ty to tak widzisz, wcale nie znaczy, że tak może być. Jeszcze miesiąc temu miałam rodziców, dom i psa, a teraz jestem w sierocińcu. Nie wiesz, co cię czeka i nie dowiesz się, jeśli się zabijesz... wiesz, to trochę głupie tak po prostu z tego zrezygnować - powiedziała szczerze i odsunęła się od niego.
    Zdjęła z ramion koszulę, pod którą miała czarną, prostą bokserkę i podała mu ją, aby mógł nią zatamować chociaż troszkę krwawienie.

    OdpowiedzUsuń
  123. Była blada, miała puste oczy bez żadnego wyrazu. Spojrzała na niego uważnie i pokręciła przecząco głową, cofając szybko dłoń, aby przypadkiem jej nie dotknął.
    - Ostatni raz, Tommy... ja nie mam już sił na ratowanie ci życia, bo... jeśli chcesz umrzeć, to nie chcę ci więcej przeszkadzać, rozumiesz? - powiedziała cicho, patrząc na niego dziwnie smutno.

    OdpowiedzUsuń
  124. - Sara Greene - uśmiechnęła się lekko i odsunęła od niego.
    Miała zdecydowanie delikatną, specyficzną urodę, na punkcie której można była albo oszaleć, albo ją znienawidzić. Wszystko zależało od gustu. Odgarnęła parę jasnych kosmyków za ucho i wyprostowała się.
    - Powinieneś iść z tym do pielęgniarki - powiedziała nieco zatroskana.

    OdpowiedzUsuń
  125. - Tak... tak, kocham cię, Tommy - wyszeptała cicho, wstając z plastikowego, niewygodnego krzesła. - Ale ja naprawdę nie mam już sił. Ta znajomość... to wszystko naprawdę mnie niszczy. Za każdym razem, gdy mam wrażenie, że z tobą już wszystko okey, ty znów mi udowadniasz, jak bardzo się mylę. Nie mam już sił... przepraszam.
    Zamrugała szybko, odpędzając od siebie łzy, po czym ruszyła szybko do drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  126. - Mi ciebie również - uśmiechnęła się delikatnie.
    Nie kłamała. Lubiła rozmawiać z ludźmi, a te parę chwil spędzonych z Tommy'm dały jej poczucie, że jest komuś potrzebna. Uśmiechnęła się leciutko.
    - No cóż... dołoży jeszcze trochę, bo myślę, że to trzeba porządnie odkazić i opatrzyć - dodała. - Mogę iść z tobą, jeśli chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  127. Zatrzymała się w drzwiach i odwróciła w jego stronę. Spojrzała mu uważnie w oczy.
    - Tommy, ja... tyle razy już obiecywałeś, a nigdy nic z tego nie wyszło. Dlaczego mam znów ci zaufać, skoro tyle razy zawiodłeś? - zapytała smutno, obejmując się ramionami.
    Jej bluza miała na sobie ciemne plamy zaschniętej krwi chłopaka, makijaż był stary, rozmazany, a rozczochrane, brudne włosy miała spięte w byle jaki kok. Nigdy nie dbała przesadnie o wygląd, co czasem podchodziło wręcz pod niechlujstwo.

    OdpowiedzUsuń
  128. - Zjedz, zjedz... - pokiwała głową i rozejrzała się dookoła, dopiero teraz przypominając sobie o książce, która wciąż leżała na zakurzonej podłodze.
    Podniosła ją z trzeszczących drażniąco desek i wyprostowała delikatnym, troskliwym ruchem zagięty ruch, wzdychając cicho. Przez chwilę przyglądała się okładce, a potem znów przeniosła wzrok na chłopaka, siadając na jakimś starym, bujanym fotelu, który jęknął żałośnie pod jej ciężarem.
    - Od dawna jesteś tutaj? - zapytała.

    OdpowiedzUsuń
  129. Zawahała się, ale mimo wszystko podeszła do niego i delikatnie dotknęła jego dłoni. Usiadła na brzegu łóżka i westchnęła cicho.
    - Ostatni raz - powiedziała cicho. - Bo to miliona, a nie druga szansa, Tommy.
    Uśmiechnęła się blado. Czuła, że Chris będzie zły, że tak wiele czasu poświęca swojemu byłemu chłopakowi, ale nie umiała kompletnie nic na to poradzić. Tommy mimo wszystko nadal pozostawał bardzo bliskim jej serca i wciąż go kochała.

    OdpowiedzUsuń
  130. - Ja jestem tu od miesiąca... właściwie jeszcze nawet się nie przyzwyczaiłam do życia tutaj - przyznała cicho i westchnęła cicho.
    Położyła książkę na swoich kolanach i delikatnie wodziła po okładce opuszkami palców. Mimo wszystko widać było, że Sara jest raczej nieśmiałą i cichą dziewczyną, która nie lubi być w centrum uwagi, a zawieranie nowych znajomości wcale nie przychodzi jej z łatwością, choć bardzo się starało, aby było inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  131. Odsunęła delikatnie jego dłoń od swoich włosów i zamknęła oczy. To, że im się nie ułożyło, wcale nie znaczyło, że kompletnie nic do niego nie czuła. Owszem, kochała Chrisa i była z nim naprawdę szczęśliwa, ale... Tommy był jej pierwszą, wielką miłością i jedyną osobą, z którą przeżyła aż tak wiele.
    - Tylko przyjaźń, Tommy - szepnęła cicho.

    OdpowiedzUsuń
  132. - Będziemy przyjaciółmi, Tommy, i zawsze będziesz mógł na mnie liczyć. Obiecuję ci to, ale... nie mogę dać ci nic więcej - powiedziała cicho.
    Spojrzała na niego smutno. Nie chciała mu robić na nic nadziei. Postawiła sprawę tak jasno, jak tylko się dało, aby Tommy nie zarzucił jej, że go oszukała czy wodziła za nos. Sama wolała tego uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
  133. - I... i to ty musisz podjąć decyzję, czy to ci wystarczy, czy... czy chcesz to wszystko skończyć - dodała cicho.
    Bała się odpowiedzi, bo mimo wszystko naprawdę nie chciała go tracić. Tak bardzo przyzwyczaiła się do jego obecności, że mimo rozstania w egoistycznym geście starała się utrzymać go przy sobie. Za wszelką cenę.

    OdpowiedzUsuń
  134. Simon na swoje nieszczeście trafił na oddział razem z Tomashem, jednak wypuścili go już po trzech godzinach, po tych kilku rutynowych badaniach, z których oczywiście wyniknęło, iż jest skrajnie wymęczony. Amfetaminy, którą trzymał w kieszeni spodni nie znaleziono, co było chyba jedynym plusem tamtego dnia.
    Blondyn siedział teraz przy łóżku dzieciaka, czekając aż ten w końcu otworzy oczy. W sumie sam nie wiedział po co tu tkwi. Takie zachowania nie były w jego stylu, a mimo to był tu i wyczekiwał jego powrotu do żywych.

    OdpowiedzUsuń
  135. Chłopak, który przekroczył próg jego gabinetu wyglądał... Cóż, kiepsko to lekkie określenie. Wyglądał jak cień, odrobinę, jakby miał tu zaraz umrzeć. Mimo to, Julien uśmiechnął się do niego przyjacielsko, jak zazwyczaj.
    - Nie, skąd, nie przeszkadzasz - zaprzeczył szybko. - Siadaj i powiedz, jak się nazywasz - dodał, wyciągając spod sterty papierów gruby zeszyt, w którym odnotowywał, kto do niego przychodzi.

    Julien.

    OdpowiedzUsuń
  136. - I co młody? - zapytał, gdy tylko zobaczył jak chłopak otwiera oczy. - Dalej myślisz, że warto było podcinać sobie żyły? - Simon domyślał się, że Tommy zapewne nie spodziewał się ujrzeć go przy swoim łóżku. Poza tym dla kogoś tak słabego jak ten dzieciak, widok osoby wyglądającej jak Smith zaraz po przebudzeniu mógł wywołać lekki szok. Dlatego też chłopak odsunął się nieco, szurając krzesłem i oddalając się na odległość kilku centymetrów. - Jak się czujesz?

    OdpowiedzUsuń
  137. Jest zaskoczony, że chłopak jednak decyduje się coś zjeść. Coś dziwnego...ale jakiś cień sympatii do tego Thomasa powraca.
    - Wciągnij tyłek znów na łóżko, a nie klęczysz na podłodze...coś znajdę na pewno do jedzenia - powiedział mu.
    Podniósł sie i otworzył szafkę nocną, wyciągnął kilka puszek piwa, parę paczek papierosów. Jedną do połowy pustą butelkę wódki. Gdzieś tam jeszcze z tyłu musiało być coś do jedzenia. Nie znalazł to sięgnął do drugiej szafki należącej do jego chłopaka. Stamtąd wyciągnął trochę różnych przekąsek, aż natrafił na zapakowanego rogala z jakimś nadzieniem. Wszystko było z wczorajszego wypadu do miasta. Rzucił mu rogala i wpakował resztę rzeczy z powrotem do szafek.
    - Jak coś to nic tu nie widziałeś, prawda? - puścił oczko do niego.

    OdpowiedzUsuń
  138. - Tam są już pewne rzeczy, więc z braku miejsca zaufanego to wolę już to trzymać w szafkach. Poza tym kto normalny myszkował by w pokoju Sokołowa i Feningena? - kącik jego ust drgnął nieznacznie gdy wrócił na drugie łóżko.
    - Dobry motyw może i tak...chociaż chyba nie przy moim trybie.....życia wieczornego - rozmasował kark.
    Zgiął jedną nogę, opierając ciężki wyglądający trochę jak wojskowy, but o krawędź łóżka, uważając by nie ubrudzić pościeli.

    OdpowiedzUsuń
  139. Uniósł nieco brew.
    - Dalej ta poduszka wygodna? - wątpi w to, ale nie wnika i nie komentuje tego w żaden ostry sposób. To nie jest sprawa jest.
    - Ja nie umiem ci pomóc w tym jest kłopot, zrozum, że jestem najgorszą osobą, którą mógłbyś sobie wybrać - westchnął, nie chciał poruszać ciągle tego tematu.
    Pokręcił głową.
    - Nie przepraszaj za to. Blaise to...On co jakiś czas robi skok w bok, żaden z nas nie jest w porządku. Nie czuj się źle bo my sami jesteśmy beznadziejni - nikomu tego nie mówił, a nagle wygadał się przed Tommym. Co do cholery się tu dzialo.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Ah, no to faktycznie...lepiej mieć nie wygodną poduszkę, niż w ogóle jej nei miec - mruknąl spokojnie, trochę łagodniej.
    Przez moment myśli jak mu to wytłumaczyć, później jednak przestaje rozmyślać i mówi jak jest.
    - Ten związek w ogóle jest bez sensu, gdy patrzy się na to z boku - wzrusza ramionami.- Żaden z nas po prostu nie jest wstanie tego skończyć, ani zmienić cokolwiek w tej relacji i ogólnie w podejściu - oparł głowę o zimną ścianę, znów siedząc tak jak wcześniej oparty o plecami o ścianę.

    OdpowiedzUsuń
  141. - Ja ci przeszkodziłem, tak? - zapytał, marszcząc czoło. - W takim razie sorry. Jeśli chciałeś umrzeć w swoim pokoju to rzeczywiście pokrzyżowałem ci plany. - Simon podniósł się z krzesła odsuwając je pod biały stolik, po czym stanął obok łóżka patrząc z góry na tego leżącego pod kroplówkami dzieciaka. - Dzisiaj się nie udało, ale jutro też jest dzień. Tylko wiesz co? Wątpię by twój współlokator chciał oglądać twoje zwłoki. Pokój to zły wybór na miejsce do samobójstwa.

    OdpowiedzUsuń
  142. Spogląda na niego. Te pytania go zaskakują, postanawia jednak pominąc pierwsze pytanie. Nigdy na nie nie odpowiada.- Chcę dla niego jak najlepiej, ale nie martwi mnie kiedy jest mu źle, bo mu nigdy nie jest dobrze. Zobaczyć uśmiech na jego pysku, który nie jest kpiący to jakiś cholerny cud - odpowiada poważnie.
    - Gdy jest tylko okazja gdzieś idziemy, to wszystko nie skupia się na seksie, ale nie można powiedzieć by ktoryś z nas był wyjątkowo wylewny. Chujowo sie po prostu dobraliśmy, obaj mamy ciężkie charaktery, jeden ani drugi nie ustąpi - patrzy w ścianę na przeciwko. Rozmowa wcale nie jest lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  143. - No właśnie - odrzekł - Tym bardziej taka sytuacja nie może się powtórzyć. Wyobraź sobie, co zrobiłaby dziewczyna gdyby zobaczyła cię na podłodze w kałuży krwi? - Simon chciał tymi słowami jakoś poprawić mu humor, co także zdarzyło się po raz pierwszy w całym jego życiu. Blondyn nigdy nikogo nie pocieszał: po pierwsze zazwyczaj jego własna sytuacja była o wiele gorsza, a poza tym nigdy z nikim nie rozmawiał. Uciekał od ludzi, aż do czasu, w którym na jego drodze pojawił się ten dzieciak. - Przerażają cię tylko moje oczy? - zapytał, szybko odwracając wzrok. - Podobno cały jestem przerażający, ale skoro twierdzisz inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  144. Im dalej ten temat idzie tym szczerze bardziej nie chce gadać. Po jaką cholere w ogole coś mówił. Chciał stąd spieprzyć, pobyć sam ze sobą tak jak zawsze lubił.
    - Nie w tym przypadku, u nas nie jest to możliwe - był poważny.- Dobra, koniec rozmowy...to głupia rozmowa i bez sensu. Chyba zarywanie nocy mi nie służy - mówi z nutą niezadowolenia.
    Odpierdala głupotę ruszając ten temat teraz.
    Przeczesuje palcami włosy, w nerwowym już odruchu.
    [ale ty masz tempo odpisywania xD]

    OdpowiedzUsuń
  145. - Spoko, nie obraziłem się - mruknął, spuszczając głowę i patrząc na zaciśniętą dłoń chłopaka na jego własnej ręce. Po tym co mu powiedział, Simon nie zamierzał się nawet wyrywać. W końcu ich historie były prawie identyczne, może poza drobnymi szczegółami. - I nie musisz się mnie bać - dodał. - Rozumiem cię, młody... naprawdę cie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  146. [na plus xD No nie klei się, zrób coś z tym xD Niech się Tommy wykarze ze swym zauroczeniem i coś zrobi, bo Misiek raczej teraz nic nie zrobi bo ma doła]

    OdpowiedzUsuń
  147. [ojoj, to będzie problem. Chociaż, może Misza zaraz go zachęci do zrobienia czegoś xD]

    OdpowiedzUsuń
  148. - Może w pełni nie rozumiem... ale - urwał, walcząc ze samym sobą by nie spojrzeć na twarz Tommy'ego i ponownie go nie wystraszyć. Zdążył ugryźć się zawczasu w język i nie wyznać mu swojej streszczonej historii, jednak wątpił czy dałby radę - W końcu kto lepiej nie zrozumie narkomana jak nie drugi narkoman. O przemocy i gwałtach też co nieco wiem, młody - dodał, niedowierzając, że udało mu się o tym powiedzieć tak spokojnie i bez swoich zwyczajnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  149. [Hmmm...nad jedną osobą planowo Misza sie już znęca za to, że zorientował sie o fakcie iż chłopak jest zauroczony nim. Sama nie wiem czy Sokołow mógłby znęcac sie tak nad Tommym, chyba nie....znaczy on by mógł, ale ja bym tego nie przetrwała bo Tommy za słodki xD
    Dobra, mam już pomysł na to. Nie wiem jak wyjdzie, ale dawaj smaruj odpis i lecimy. Załóżmy, że minęlo pare dni i obojętnie gdzie, ale gdzieś się spotkają :)]

    OdpowiedzUsuń
  150. [Cii....zorientowałam sie wczoraj, że Sokołow...brzmi jak Sokołów xD]

    Te kilka dni, minęło dziwnie. Niby było spokojnie, bez bójek, bez kłótni. Jednak Misza czuł sie dziwnie...zakręcony. Nie potrafił skupić myśli. W jego głowie panował chaos nie do opanowania. Nie umiał sobie z tym poradzić i niczyje towarzystwo nie dawalo ukojenia.
    Dziś chociaż nie padalo więc, większośc dnia Misza przesiedział na dachu i o dziwo nikt nie przyszedł tutaj. Zwykle był tu pieruński ruch.
    Sokołow zajrzał do paczki papierosów, zostało sześć sztuk...będzie musiał kombinować kolejne. Wyciągnął jednego i umieścił między wargami, dziwnym nawykiem było, że potrafił trzymać w kaciku ust papierosa nawet nie odpalonego. Po jakiś dziesięciu minutach dopiero przypomniał sobie by odpalić go. Przeklinał paskudnie gdy jeszcze zapalniczka postanowiła się zbuntować przeciwko niemu. Wygrał ten bój po kolejnych dziesieciu minutach. Drapiący gardło dym, był wyjątkowo przyjemny.
    Misza zapiął kurtkę, przygarbił się nieco patrząc na widok przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
  151. Przesiedział na dachu trochę czasu...dokładnie tyle by ilość papierosów zmniejszyla sie do trzech. Wtedy dopiero gdy nieco zmarzł postanowił zejść stąd.
    Prawie spieprzył się ze schodów, ale na szczęście przytrzymał poręczy.
    - Kurwa mać, jebane schody - burknął zły.
    Potknął się jeszcze raz i usłyszał tylko jak wypada mu zapalniczka. Cholera spieprzyła w kąt.
    Musiał ją odzyskać, nawet jeśli walczył z nią by dałą ogień.
    Skierowal się w miejsce gdzie pewnei wpadła i zobaczył Thomasa.
    - No to jest właśnie moje szczęście - prychnął.
    Przykucnął przy chłopaku i podniósł zapalniczkę, która leżała obok niego.- Znów sam siedzisz? Planujesz ćpać...czy może chcesz trochę inaczej spędzić parę minut? - sam nie wiedział czemu planuje zrobić to co chce. Nei powinien, było tak wiele powodów dla których nie powinien, a jednak zamierzał.

    OdpowiedzUsuń
  152. - Spojrzę na to, co mam - stwierdził, schylając się do szafki w biurku, przegrzebał leżące w niej papiery, aż w końcu znalazł to, czego szukał. - Aczkolwiek wolałbym, byś sam też mi to opowiedział. Zapiski mojego poprzednika są, jakby to ująć, często zbyt ubarwione. Zapisane w sposób, który sugerował jego stosunek do was. Nie są suchymi faktami - wyjaśnił, nie podnosząc wzroku znad tego, co kartkował. Cóż, wynikało z tego, że chłopiec wcale nie miał łatwego życia.

    Julien.

    OdpowiedzUsuń
  153. Słuchał go, ale tak naprawdę, żadne slowo nie mógł przeanalizować tak jak powinien. Jego myśli dalej ganiały siebie nawzajem.
    Klęknął na oba kolana by było mu wygodniej, złapał go za rękę i spojrzał na miejsce gdzie widać było świeże wkłucie. Uniósł wzrok na niego.
    - i tak nie ma sensu bym to komentował - pociągnął go delikatnie do siebie. Ich twarze nagle dzieliły centymetry.- Wiesz, że tamta rozmowa nie pomogła? Pojawiło sie tylko więcej pytań...więcej ciekawości - dotknął jego policzek.

    OdpowiedzUsuń
  154. Wzruszył ramionami, nie wiedział co mówi i poco. Robił to co chciał akurat i wiedział jeszcze co chce. Przycisnął łagodnie usta do ust Thomasa, pocałunek był łagodny. Misza przywykł do wiekszej agresji, ale teraz nie chciał nic bardziej głupiego zrobić. Przy nim był Tommy, a nie jego facet...tamtemu mógl zrobić krzywdę przy pocałunku, ale Thomasowi nie powinien...nie mógł może.
    Oparł rękę o ścianę obok głowy chłopaka by zachowac równowagę, gdy pocałunek został przerwany, obserwował go.
    Nie mówil nic, bo co niby mógł? Przepraszać nie zamierzał. Czekal wiec na jego reakcję.

    OdpowiedzUsuń
  155. Zaczął się śmiać, po prostu....nie mógł zrobić nic innego. Rozbroiło go całkiem to co usłyszał.
    - Nie przejmuj sie nim, nic ci nie zrobi.- cmoknął go w usta, przesunął się zaraz z pocałunkiem na jego policzek.
    - Obronię cie przed nim - zapewnił go. Odsunął sie od niego na długość ramienia.- Jednak jeśli naprawdę się aż tak go boisz to mogę sobie iść, wtedy nic ci się nie stanie - zdecydował.

    OdpowiedzUsuń
  156. [a ja mam dziś dzień na "nic mi się nie chce, mam tyle do roboty, o mój boże, jak zwykle nic nie zrobię". Więc spoko. c:]

    Julien zaśmiał się pod nosem, po czymsam przesiadł się na podłogę. Uznał, że tak będzie lepiej. Bardziej komfortowo dla nich obu. Problem, o którym powiedział chłopak, wydał mu się bardziej adekwatny do rozwiązywania przez psychologa, ale nie powiedział tego głośno. Nigdy nie odmawiał pomocy dzieciakom, z którymi pracował. - Wiesz, najważniejsze jest, dlaczego zerwaliście i jak to się właściwie odbyło.

    Julien.

    OdpowiedzUsuń
  157. - I prawidłowo, On jest zaborczy, ale nie tak zabójczy jak się go podejrzewa - usiadł obok Tommyego.- Moge robić za ochroniarza, mi za wiele nie zrobi, najwyżej się obrazi i nastepią ciche dni - wywrócił oczami.
    Bawiły go takie sytuacjie, a miały już miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  158. Objął go ramieniem. Nie wiedział sam czy może być dobry dla kogoś, nigdy nie musiał. Delikatność i czulość, to nie były jego mocne cechy. Zbyt przywykł do ich przeciwieństw.
    - Spróbuje - odpowiedział.
    Miał coraz większy mętlik w głowie, myślał, że pocałunek to uspokoi, że podpowie co dalej. Nie było tak...to byłoby za łatwe.

    OdpowiedzUsuń
  159. - Nie umiesz sobie wybaczyć, że wyjechałeś i zostawiłeś ją, czy że do nie wróciłeś? - spytał. - Bo wiesz, jeśli chodzi o tę pierwszą opcję, to tak naprawdę nie miałeś na to wpływu - stwierdził. - To nie ty zadecydowałeś o tym, że cię zaadoptowali, świat byłby trochę zbyt piękny, gdyby to dzieci wybierały swoich rodziców. Jeśli będziesz miał do siebie żal o rzeczy, które od ciebie nie zależą, z niczym się nigdy nie pogodzisz.

    Julien.

    OdpowiedzUsuń
  160. - Proszę... Tommy, zrozum, że to i tak by się rozpadło - wyszeptała cicho.
    Nie chciała, aby obwiniał siebie za to, że im nie wyszło. Właściwie to była bardziej jej wina, bo to ona uciekła do Chrisa, szukając pocieszenia w jego ramionach. Dotknęła jego ramiona.
    - Nie obwiniaj siebie za to wszystko... - dodała.

    OdpowiedzUsuń
  161. Nie reagował na to gdy chłopak oparł głowę o jego ramie. Misza na pewno nie był idealny do tego, nie nadawał się do opieki nad kimkolwiek, ale ludzie lgnęli do niego mimo to. Nie powinno tak być, powinni go unikać jak ognia i wtedy było by dobrze.
    - Nie wiem, nic nie ma między nami...- tak musiało być, mial już osobę, która mieszała w jego życiu, kolejniej nie potrzebował.

    OdpowiedzUsuń
  162. Wcale nie pochodziła z dobrego domu. Zawsze brakowało pieniędzy, a to wywoływało wściekłość u ojca, który nie umiał pogodzić się z tym, że nie jest w stanie utrzymać własnej rodziny. O tym jednak Sara nigdy nikomu nie mówiła, a teraz nie musiała już ukrywać siniaków na ramionach.
    - Po prostu potrzebuję czasu - powiedziała cicho.

    OdpowiedzUsuń
  163. - Okey - pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko.
    Był pierwszą osobą, z którą nawiązała jakąkolwiek rozmowę, ale wcale tego nie żałowała. Choć znała go raptem parę minut, zdążyła go naprawdę polubić.
    - Ale najpierw piguła. Naprawdę mocno pociąłeś sobie te nadgarstki - powiedziała, patrząc na niego uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  164. Sara też jej nie polubiła. Siedziała grzecznie, cichutko na krześle, gdy piguła opatrywała mu ręce. Nawet nie pisnęła słówkiem, bo po prostu się jej bała. Odetchnęła z ulgą, gdy już wyszli.
    - Teraz możemy już iść nad staw - uśmiechnęła się ciepło.
    Była delikatna i subtelna, ale w tym tkwił cały jej urok. Należała raczej do tych cichych, nieśmiałych osób.

    OdpowiedzUsuń
  165. - Okey - powiedziała i uśmiechnęła się.
    Pozwoliła mu poprowadzić się do kuchni. Mimo wszystko nadal kiepsko orientowała się w tym, co gdzie się znajduje w sierocińcu. Po prostu mało chodziła po budynku. Zazwyczaj po prostu siedziała w bibliotece. Chleb dostali, na szczęście, bez większego problemu.

    [Jeszcze tylko jeden pokój!]

    OdpowiedzUsuń
  166. - Ja Londyn też znam... chociaż w sumie nie tak dobrze, jak ty. Ale doskonale znam wszystkie biblioteki, antykwariaty i księgarnie - zaśmiała się cicho i odgarnęła kosmyk jasnej grzywki za ucho.
    Nie szlajała się nigdy za dużo po mieście. Przesiadywała tam, gdzie były książki. Tak po prostu.
    - Więc... chętnie skorzystam z propozycji - dodała.

    OdpowiedzUsuń
  167. - W takim razie ja jestem inna, bo... bo nie lubię łazić po sklepach - zaśmiała się cicho. - W sumie to super nudne, zwłaszcza, gdy nie ma się pieniędzy.
    Wzruszyła delikatnie ramionami. Chodziła do sklepu tylko wtedy, kiedy naprawdę musiała coś kupić, a gdy nie musiała, to... to nie widziała w tym najmniejszego sensu. Uśmiechnęła się do niego leciutko.

    OdpowiedzUsuń
  168. - Nie powinieneś obwiniać się za to, że chciałeś żyć normalnie. O tym marzy większość ludzi, nawet, jeśli nie mówią o tym. A ty dostałeś szansę. I grzechem byłoby, gdybyś choć nie spróbował z niej skorzystać - westchnął. - Nie byliście małżeństwem z dwudziestoletnim stażem, nie powinieneś patrzeć na rozpad jednego związku jak na coś, co do kończ życia będzie ci blokowało drogę do szczęścia. Nawet, jeśli bardzo kochasz tę dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  169. Mimowolnie się roześmiała, biorąc od niego pół bochenka suchego chleba.
    - Zawsze marzyłam o tym, aby być Duck Queen - zaśmiała się wesoło.
    Chłopak naprawdę poprawił jej humor, bo, choć zazwyczaj miała problemy z nawiązywaniem kontaktów, z nim naprawdę dobrze się jej rozmawiało.
    - Nie musisz wydawać na mnie pieniędzy - powiedziała szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  170. - Orientuję się - roześmiała się mimowolnie. - Kiedyś czytałam bajki dla dzieci. Wiesz... nie zaczynałam od razu od romansów Jane Austen.
    Uśmiechnęła się lekko. Nie wyobrażała sobie siebie w koszulce z Daisy. Zazwyczaj po prostu chodziła w męskich koszulach, za którymi chowała wszelkie siniaki.

    OdpowiedzUsuń
  171. Patrzy na niego gdy chłopak podnosi się wyraźnie zły.
    - Bo chciałem, chciałem wiedzieć czy to coś zmieni - był znim szczery chyba, dlatego, że niezależało mu jak to się skończy bo obojętnie co powie i tak będzie źle.
    Uniósł lekko brew i uśmiechnął sie paskudnie, to było naprawdę nieprzyjemne wygięcie warg.
    - No no....rozpędzasz się, ja cię jedynie pocałowałem. Nie dobierałem ci się do spodni, skąd pomysł, że to planuję w ogóle? - podnosi się powoli.
    Przekrzywia głowę.
    - Pewnie mnie nie stać, jeśli wysoko sie cenisz, ale po co mi płacić za coś...jeśli wracając do pokoju wystarczy, że wyciągnę gumkę i mam chętną osobę.- złapał go nagle za nadgarstki dość brutalnie, by ten nie uciekł mu, dopóki nie powie wszystkiego.
    - Nie wymagaj ode mnie zapewnień czy jakiś wyznań, nie potrafię własnemu facetowi powiedzieć, ze mi zależy, więc tym bardziej nie mogę tobie nic powiedzieć. Nie wiem gdzie ta nasza relacje się kończy, co to w ogóle ma być.- puszcza go dopiero teraz.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Daj spokój Tommy, dobra? – odpowiedziała Rox. – Moje życie tez nie jest wspaniałe, ale zawsze wszystko da się znieść, no nie? – spytała retorycznie. Wątpiła, że odpowie jej mądrze. – Przemyśl to na trzeźwo, a nie pochopnie.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  173. - Przecież wiesz, że taka nie jestem. Siedzę tu od trzech dni, ale... chyba po prostu nie było warto, skoro nawet tego nie doceniasz - powiedziała, czując łzy w oczach.
    Wstała zła. Nie miała zamiaru dłużej tego ciągnąć. Już nie wiedziała, czego Tommy od niej chce. Miała mętlik w głowie i czuła się coraz gorzej przez ten cały bałagan. Miała zamiar po prostu z tym wszystkim skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  174. [Witam. Może wątek wspollokatorski z Aidanem?]

    OdpowiedzUsuń
  175. Słońce leniwie zaczęło chylić się ku zachodowi. Powiewał lekki wiatr. Cori uwielbiała wychodzić o tej porze na krótki spacer by ostatecznie wylądować w swojej fortecy. Swoje białe słuchawki jak zwykle miała wetknięte w uszy. W akompaniamencie ulubionego zespołu szła w rytm muzyki w stronę Altanki. Tym razem postanowiła nieco zmienić trasę. Po chwili szła wzdłuż muru. Szukała kogoś. I gdy podniosła wzrok zobaczyła go wspinającego się na mur. Wyjęła słuchawki i zagwizdała krótką melodię, która była ich sygnałem. Pozostało jej tylko poczekać aż chłopak się odwróci.

    [Chaotyczne to jakieś ._.]
    Cori Bell

    OdpowiedzUsuń
  176. Spojrzała w jego orzechowe oczy. Rozszerzone źrenice. Znowu ćpał. Wiedziała, a przynajmniej wydawało jej się, że wiedziała, czemu to robił. I nie gniewała się na niego. Zresztą sama od czasu do czasu coś od niego brała.
    Mimo, że był zjarany widziała, że coś go trapiło. A może tylko jej się wydawało? Jeśli tak było zaraz się wszystkiego dowie. Dużo łatwiej było coś z niego wyciągnąć gdy był pod wpływem.
    - Choć młody - lubiła tak na niego mówić pomimo, ze był młodszy tylko pół roku. - Odstawisz torbę i się przejdziemy zanim zaczniesz gadki o smokach. Co ty na to? - zapytała wesoło. Nie wiedziała skąd u niej nagle taka poprawa humoru ale wcale nie narzekała.

    Cori

    OdpowiedzUsuń
  177. W końcu dotarła z chłopakiem do jego pokoju. Znowu płakał. Na ten widok serce jej się krajało. Przecież to nie jego wina, że go dziewczyna zostawiła. Miała tylko nadzieję, że niedługo mu przejdzie. Cori zawsze lubiła się bawić w psychologa. Kiedyś usłyszała, że ma w sobie za dużo empatii, ale co mogła na to poradzić? Było jej szkoda chłopaka. Żałowała, ze nie wiedziała jak mu pomóc.
    - Mogę coś dla ciebie zrobić? - zapytała troskliwie głaszcząc go uspokajająco po ramieniu.

    [Nie wiem o jak dobre relacje Ci chodziło, ale mam nadzieje że tak jak jest jest dobrze xD]

    Cori

    OdpowiedzUsuń
  178. Od kilku dni nie było jego współlokatora. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nikt nie chciał mu nic na ten temat powiedzieć. No, mówi się trudno i żyje się dalej. Przynajmniej nie wyszedł na typowego ignoranta.
    W trakcie nieobecności Casta zdążył zrobić w pokoju ze trzy imprezy. Imprezy zawsze były spoko. No i dosłownie przed samym powrotem Thomasa zdążył ogarnąć pokój. To się nazywa wyczucie czasu! W pomieszczeniu pozostał jedynie zapach po alkoholu. Aidan starał się zrobić w pokoju istny cygański prysznic. Latał ze swoimi perfumami i psikał naokoło. Udało się częściowo zdusić zapach.
    - O, Tommy! - Uśmiechnął się lekko, kiedy go zobaczył. - Gdzie ty byłeś, kiedy cię nie było? - Zapytał od razu na wstępie.

    OdpowiedzUsuń
  179. [Nie mam nic przeciwko]

    Tego dnia miał nadzieję, że na jego lekcję przyjdzie więcej osób. Więcej osób, które będą chciały ćwiczyć. Naprawdę starał się ich za bardzo nie wymęczać. Ale uczniowie chyba tego nie dostrzegali. Dla nich w-f był niczym kara boska. A kiedy wchodzili na salę, to wyglądali jakby szli na ścięcie głowy.
    Westchnął cicho, przebierając się w pokoju nauczycielskim. Założył swoją majkę... To znaczy się bezrękawnik. Spodnie i buty. Był gotów na przystąpienie do lekcji.
    - Czołem młodzieży! - Przywitał się z nimi.
    - Czołem! - Odpowiedzieli chórem.
    - Szybka rozgrzewka i gramy dzisiaj w ręczną. Jakieś sprzeciwy? - Zapytał, ale nikt się nie odezwał. - Nie ma. W takim razie zaczynacie od czterech okrążeń wokół sali. Następnie krótka rozgrzewka z piłkami.

    OdpowiedzUsuń
  180. - A żebyś wiedział, że obchodzi. Przecież jesteśmy kumplami. Przynajmniej kiedyś tak mówiłeś. - Zabolało go to trochę. Ale nie chciał dać po sobie poznać tego. - A, wywaliłem ten worek z przyprawami, co u ciebie pod łóżkiem leżał. Strasznie walił, że aż w pokoju nie można było usiedzieć. - Aidan, który nie miał pojęcia o narkotykach wywalił całą torbę marihuany. - Ale jak chcesz to ci mogę odkupić. Powiedz tylko co to było. Papryka, majeranek, zioła prowansalskie? - Zaczął wyliczać.

    OdpowiedzUsuń
  181. [Oni grają w ręczną, a nie w siatkę tak k'woli ścisłości ;)]

    Przyglądał się ich grze. Na początku wszystko wyglądało dobrze. Na spokojnie chłopcy rozgrywali piłkę. Tu podanie, tam podanie i bramka. Był zadowolony z poczynionych rezultatów. Jeszcze niedawno nie trafiali do bramki. A jeżeli już to mieli więcej szczęścia niż umiejętności strzeleckich.
    W pewnym momencie zauważył, że gra stała się bardziej agresywniejsza. Gwizdnął na gwizdku, aby wstrzymać grę. Któryś z nich porządnie oberwał. Aż polała się krew.
    - Pokaż się. - Powiedział, ściągając go na bok z boiska.

    OdpowiedzUsuń
  182. - Tak mnie strzyknęło w paznokieć. Nie lubię gdy ktoś cierpi, czemu miałabym nie pomóc - dziewczyna wzruszyła ramionami. Tak bardzo chciałaby mu pomóc...
    - Jeżeli potrzebujesz teraz samotności zrozumiem to, mogę iść jeśli chcesz - uśmiechnęła się pocieszająco. Sama nie miała ochoty wracać do siebie czy nawet iść do altany. Nawet jeśli nie rozmawiali dużo to Corinne potrzebowała obecności drugiego człowieka. Nawet jeśli sama o tym nie wiedziała. Podświadomie chciała być obok kogoś. Mieć na kogo liczyć. Chciała czuć się potrzebna. Ponownie wzruszyła ramionami i zaczęła kierować się w stronę drzwi.
    - Czas leczy rany. Może powoli, ale mimo wszystko - uśmiechnęła się i chwyciła za klamkę mając nadzieję, że chłopak jednak ją zatrzyma.

    Cori

    OdpowiedzUsuń
  183. - Masz nie tylko pokaleczone dłonie. - Nathan zwrócił na to uwagę. - Krew leci tobie także i z nosa. - Stwierdził. - W pokoju nauczycielskim dla wuefistów mam apteczkę. - Powiedział ni to do siebie, ni to do niego. - Idziemy. I nie ma, że nie. - Zastrzegł od razu. Jeszcze później miałby kłopoty z tego tytułu, że nie pomógł mu czy coś. O nie.
    - Chłopaki, możecie kontynuować grę. Tylko się nie pozabijajcie przypadkiem. Nie chcę później trupów wieźć do lasu. - Zażartował. Chłopcy tylko wybuchnęli gromkim śmiechem.
    - Nie ma sprawy proszę pana. - Odpowiedzieli. A Bierk wziął ze sobą Casta.

    [Ja tam mam fioła na punkcie nożnej. To jest dopiero moc :D]

    OdpowiedzUsuń
  184. [Albo robi się trudniej, albo mi się mózg przegrzewa od upału xD]

    Corinne zawsze cechował bardzo dobry słuch. Toteż jeśli chce się ją obgadywać, najlepiej nie robić tego na otwartej przestrzeni.
    Tym razem również usłyszała wypowiedź chłopaka. Tak łatwo nie odpuszczę obiecała sobie w myślach. Mama często jej mówiła, że jest uparta jak osioł. Trudno. Nawet jeśli chłopak sobie tego nie życzył to Cori już zakładała ukochane martensy żeby wpakować mu się w życie. Taka już była. Nawet jeśli sama tego nie pochwalała. Usiadła na krześle przed nim i oparła kostkę o kolano.
    - Jeżeli cię zostawiła to nie była ciebie warta. Może nie powinnam tego mówić bo mimo wszystko jest człowiekiem i tak dalej bla bla bla. Pamiętaj tylko, jesteś cudownym człowiekiem i zasługujesz na szczęście. Musisz się wziąć w garść, nawet jeśli to trudne. Pokaż jej co straciła. Kim ja jestem, żeby mówić ci takie rzeczy, przecież nie wiem prawie nic. Ale wiem jedno. Wszyscy zasługujemy na szczęście, więc czemu miałbyś być gorszy? Bo dziewczyna cie zostawiła? Zbieraj się pokaże ci cudowne miejsce! - uśmiechnęła się dziarsko czekając na reakcję chłopaka.

    Cori

    OdpowiedzUsuń
  185. - W imię życia! - Cori zaczęła załamywać ręce. Już nie widziała co ma robić. - Nie pytam cię czy chce ci się wstawać czy nie. Musisz zobaczyć to miejsce. Ono zmienia życia - Boże, ale to tandetnie brzmi skarciła się w myślach. Ale mimo wszystko miała rację. Odkryła to miejsce przez przypadek. - Po prostu chodź, co złego może się stać - zapytała.

    [Dobra, robi się coraz ciężej i mam coraz mniej pomysłów xD]
    Cori

    OdpowiedzUsuń
  186. Obudził się mocno spóźniony. Znaczy się nie do końca spóźniony. Bo do lekcji zostało mu piętnaście minut. Ale i tak wiedział, że się spóźni. No bo jak to tak wyjść bez śniadania i odpowiedniego uczesania? No jak? Wykonywał po dziesięć czynności na raz. Wziął gitarę, a resztę i tak miał już w klasie. Dzisiaj znowu pograją dzieciaki na gitarze. I to nie byle jakiej. Bo sam to Les Paul był!
    - Ave!- przywitał się z uczniami. Rozstawił sprzęt- Dzisiaj dalej uczymy się szarpać druty- poinformował wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  187. Większość uczniów z zaciekawieniem podniosła zaspane głowy. Oliver podpiął gitarę do wzmaczniacza, po czym zagrał jakieś intro. Nie pamiętał tytułu tej piosenki, a szkoda. Nie zamierzał dawać spać.
    - W takim razie ja poproszę do mnie... - spojrzał w dziennik- Thomas Cast, jest?- zapytał, a ktoś na niego spojrzał.

    OdpowiedzUsuń
  188. [O! Świetni e<3]

    - Powiedziałam miejsce które zmienia życia w pozytywnym sensie. Nie miejsce, które wypiera ludziom mózgi! Jak mogłeś mnie posądzić o próbę zabierania cie do kościoła - udała oburzenie. Może uda jej się go rozbawić mimo, ze komik z niej marny.
    Corinne nie była ateistką. Miała własną wiarę. Wiedziała, że ktoś jest tam na górze. Chociaż nie sądziła, że ten ktoś jest najwspanialszym stworzeniem, który czuwa nad wszystkimi ludźmi. Ktoś tam musiał być. Może nawet Latający Potwór Spaghetti, czy Wielka Sosowatość jak to nazywają go pastafarianie. Kościoła nienawidziła. Uważała, że to banda idiotów, która za zadanie miała wyprać wszystkim mózgi. Bóg kocha wszystkich. Kościół wszystkich homoseksualistów czy innych "odmieńców" spaliłby na stosie. Sami sobie przeczą. Więc nie. Corinne absolutnie nie zamierzała zabierać chłopaka do kościoła. Nie chciałaby, żeby go spalili na stosie jak jej prapraprapra..pra babkę. Ale to inna historia.
    - Ruszaj troki. Idziemy czy ci się to podoba czy nie - zarządziła i wstała z krzesła odstawiając je na wcześniejsze miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  189. Machnął na to tylko ręką. Skoro on miał jego gdzieś... To i Aidan nie będzie się napraszał. Odebrał telefon. Taki z nowszych z tymi fajnymi bajerami. Większość mu go zazdrościła.
    - Przepraszam... Dzisiaj niestety nie mogę. Naprawdę. Do zobaczenia. - Odetchnął z ulgą.
    - Stary dziad kalwaryjski. - Powiedział o ekranu telefonu.

    OdpowiedzUsuń
  190. Szybko zaniósł go do samochodu i pojechał do szpitala. Dzwonienie na pogotowie i sam dojazd karetki dłużej by trwał. Nie wiedział co ma zrobić. W jego głowie powstała wielka pustka. Sam nie wiedział czemu, ale nawet go lubił. Może dlatego, że chłopak przypominał mu jego samego. W pewnym sensie oczywiście.
    W szpitalu od razu przyjęli ich. Chłopca przenieśli na odpowiednią salę. Nathan zaś musiał wypełnić jakieś papiery. Denerwował się i było to po nim widać.
    - Ocknął się. - Powiedział jakiś lekarz. - Może pan iść do niego.
    Nathan skinął głową i poszedł na salę.

    OdpowiedzUsuń
  191. - Stary dziad kalwaryjski. No bo jest stary. I cholernie wkurwiający. Przynajmniej mnie lubi wkurzać. - Stwierdził chłopak. - Myśli, że jak ma mamony w bród to mu wszystko można. A tu figa z makiem, o. - Stwierdził chłopak. - Czasami mam ochotę podłożyć mu bombę, albo dynamit i wysadzić go w powietrze. O, tak: kaboom! - Dłońmi zrobił charakterystycznego grzyba.

    OdpowiedzUsuń
  192. - Po co? Po co? - Nate spojrzał na niego uważnie. - Wiesz, jak się wystraszyłem? Ale to dla ciebie chyba nic wielkiego, bo pytasz "po co?". A no po to, aby się dowiedzieć co ty odstawiasz za manianę. Jesteś niedożywiony, niemalże cień zaraz ciebie pożre. - Starał się mówić spokojnie. - Ile jadasz dziennie? - Zapytał. - Przejąłem się dlatego, że się boję o was. O każdego z osobna.

    OdpowiedzUsuń
  193. - Posiłki są przecież codziennie. - Czuł się zaniepokojony tym co mówił chłopak. Coś musiało być na rzeczy skoro tak mówił. - Tak nie można Tommy. - Powiedział Nate, siadając obok niego. - Wykończysz się szybko. Tego bym nie chciał. Słyszałem jak ostatnio grałeś na pianinie. Lubisz to robić? - Zapytał. - Z posiłkami będę ciebie pilnował. - A mu tam. I tak przychodzi codziennie. Rzadko kiedy łapały go już teraz choroby. Wychorował się w dzieciństwie.

    OdpowiedzUsuń
  194. - Mówisz o moherach czy o świadkach jehowy - zapytała uśmiechając się lekko. Cieszyła się, ze chłopak zmienił zdanie. Wyciągnęła go z pokoju i zaczęła prowadzić w tylko jej znanym kierunku.
    Nie było daleko. Za 20 minut byli na miejscu. Było jeszcze piękniej niż była tu ostatnio. Do zmierzchu pozostało góra 3 godziny. Zachód odbijał się w tafli jeziora a ptaki pięknie śpiewały. Za nami przejechał samochód z lodami grając charakterystyczną melodię. Miejsce niczym urwane z baśni.
    - Przyznaj, ze warto było ruszyć dupę - powiedziała z zachwytem szturchając chłopaka w ramię.

    OdpowiedzUsuń
  195. - To zrób coś w tym kierunku. Szkoda byłoby, żeby tak zdolny chłopak się zmarnował. - Powiedział Nathan, czochrając mu delikatnie włosy. Ot, taki odruch. Zawsze tak robił Jimmiemu. No, kiedy ten siedział. Bo Nate był niższy od niego o głowę. Niestety. - A ojciec? - Zapytał. Może nie powinien, ale jednak to zrobił.

    OdpowiedzUsuń
  196. - Wiesz... Nie było go... - Jak on się bał tego małego szkodnika. Na jego widok czuł jak kropelki potu zaczynają tworzyć się na jego czole. - Wiesz... Po imprezie sprzątałem, to i u tego, o trzeba był trochę ogarnąć. - Nie miał zbyt miłych wspomnień ze szczurami. Jedna rodzina, kiedy go wypożyczyła (bo innego terminu nie uznawał) straszyła go gryzoniami. Uraz pozostał mu do dzisiaj. Ale nikomu o tym nie mówił.

    OdpowiedzUsuń
  197. - Załamujesz mnie. Załamujesz. Pokazuję ci najpiękniejsze miejsce jakie znam, a ty tak po prostu mówisz, że Hyde Park jest ładniejszy. Dzięki - rzuciła z wyrzutem i usiadła na miękkiej, zielonej trawie. Spojrzała ponownie na chłopaka.
    - Jeszcze jakieś spostrzeżenia Sherlocku?

    OdpowiedzUsuń
  198. - Nie będę pytał dlaczego tak mówisz. Ale najwidoczniej nie jest to dla ciebie zbyt miłe. - Stwierdził blondyn. - On ci to zrobił? - Zapytał, wskazując na blizny. Na tego, które wyglądały na nieco starsze. - Pamiętam jak kiedyś moją byłą dziewczynę pobił jej ojciec. To było straszne. Razem z kolegami zrobiliśmy mu w chałupie typowe "z buta wjeżdżam". I spuściłem mu łomot. Chyba zrozumiał o co mi chodziło. Więcej jej nie tknął. A przynajmniej mam taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  199. - Nie będę pytał dlaczego tak mówisz. Ale najwidoczniej nie jest to dla ciebie zbyt miłe. - Stwierdził blondyn. - On ci to zrobił? - Zapytał, wskazując na blizny. Na tego, które wyglądały na nieco starsze. - Pamiętam jak kiedyś moją byłą dziewczynę pobił jej ojciec. To było straszne. Razem z kolegami zrobiliśmy mu w chałupie typowe "z buta wjeżdżam". I spuściłem mu łomot. Chyba zrozumiał o co mi chodziło. Więcej jej nie tknął. A przynajmniej mam taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń