Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sheila Royce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sheila Royce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lipca 2014

I’m so bad, so bad... very, very bad...


''Czy będziesz mi się zwierzać z tego, kto cię bił po twarzy? Ile razy byłaś głodna i kradłaś jedzenie? Ile razy spałaś w jakichś komórkach, bo mamusia "szła w tango"? Opowiesz mi, jak odrabiałaś lekcje przy świetle ulicznej latarni, aż zepsułaś sobie wzrok? Nie, prawda?
Dziewczynka potrząsnęła głową, robiąc wielkie oczy.
- Może kiedyś panu powiem. Może. Pan by chyba zrozumiał...''

Sheila Emily Royce /urodzona 29.11.2002/ Nosi czerwone szkła kontaktowe, które zdobywa tylko sobie znanym sposobem./ Zdecydowanie wygląda na młodszą, niż jest w rzeczywistości./ Ojciec siedzi w więzieniu, matka się powiesiła./ Pokój 3. 

Jej długie, ciemne włosy całkiem przesiąknęły deszczem, kiedy przemierzała wąską uliczkę, jedną z tych, których należy raczej unikać - zwłaszcza nocą i zwłaszcza, jeśli jesteś niewysoką, drobną dziewczynką i nie ma cię kto obronić. Nie poszczęściło jej się dzisiejszej nocy i nie miała gdzie przenocować, tylko z tego powodu wściekła włóczyła się po najciemniejszych zakamarkach miasta, nie chcąc przysnąć gdzieś na ławce i ryzykować, że ktoś ją okradnie. Sama z trudem zdobyła te pieniądze, próbując swoich sił w niewielkich włamaniach, razem ze starszymi kolegami. 
Niebo pociemniało, a deszcz wydawał się padać jeszcze gęściej. Znudzenie odbiło się przez chwilę w jej oczach, kiedy przelotnie spojrzała w górę i pogroziła chmurom zaciśniętą piąstką. Wciąż nie miała gdzie spać. Już od trzech tygodni była na ulicy. Usiadła na krawężniku i próbowała przypomnieć sobie którąś ze swoich zwyczajowych miejscówek do nocowania, ale zamiast tego zmęczony umysł postanowił podsunąć jej owo wspomnienie, którego nie dopuściła do swojej świadomości od... właśnie od trzech tygodni. 
Otworzyła drzwi, cicho, ostrożnie, bo mama mogła spać, a przecież nie chciała jej obudzić, złościłaby się. Wstrzymując oddech zajrzała do malutkiej, brudnej kuchni, szukając wzrokiem czegoś do zjedzenia, ale zamiast tego niemal potknęła się o nowe butelki po alkoholu... siedem nowych butelek, podliczyła. Wysunęła głowę z pomieszczenia, próbując iść wąskim korytarzem jak najciszej. Nacisnęła klamkę do sypialni, spodziewając się, że drzwi będą zamknięte - o dziwo - ustąpiły lekko i z przeciągłym skrzypnięciem. Głośno wciągnęła powietrze do płuc i skuliła się, przeczuwając znajome uderzenie, ale nic takiego nie nadeszło. Czy jej tu nie ma ? Zrobiła pierwszy krok. Okna były zasłonięte, jak w całym domu, starymi, podartymi zasłonami. W pokoju panował gęsty mrok... a matka wisiała w otwartej, rozlatującej się szafie. Dziewczynka odwróciła się na pięcie i uciekła, sama nie wiedząc dokąd, nie zastanawiając się nad tym, co robi.
Tym razem wcale nie próbowała być cicho.


[No cześć, to chyba na tyle, reszta wyjdzie w tak zwanym praniu. :> Jak zwykle chętna na wszystkie wątki i w ogóle, mam nadzieję, że się dogadamy. :>]